redakcja

Zbigniew Bartman: Jestem najemnikiem

Zbigniew Bartman grał już w 12. klubach, w kilku krajach, ale dopiero w Asseco Resovii było mu dane świętować mistrzostwo kraju. Fot. Dariusz Danek Zbigniew Bartman grał już w 12. klubach, w kilku krajach, ale dopiero w Asseco Resovii było mu dane świętować mistrzostwo kraju.
redakcja

- Nie mam tym problemu z adaptacją w nowych miejscach, w nowych klubach. Taka jest moja praca. Kub ma swoją taktykę transferową, to jego święte prawo - rozmowa ze Zbigniewem Bartmanem, reprezentatntem Polski, siatkarzem mistrza kraju, Resovii Rzeszów.

Raz fetowaliście tytuł mistrza Polski zaraz po meczu w Kędzierzynie. Bis odbył się na rzeszowskim Rynku. Jak ci się podobało powitanie kibiców?

Było fantastyczne. Tłum kibiców, który nas powitał był tak duży, że przeszedł nas wszystkich oczekiwania. Atmosfera była wspaniała, jak zresztą zawsze w Rzeszowie. To była także doskonała sposobność, abyśmy wspólnie, jednym głosem, mogli podziękować naszym kibicom za wspaniały sezon, za wsparcie i za niesamowite emocje, bo były to bardzo emocjonujące rozgrywki.

Jak smakuje twoje pierwsze złoto?

Nie wiem, jeszcze nie gryzłem, ale szampan był niezły.

Co ten złoty medal dla ciebie znaczy?

Jak, to co? Jestem mistrzem Polski i naprawdę cieszę się z tego ogromnie.

Nie chciałeś nic mówić po pierwszych czterech spotkaniach finału. To był twój sposób na koncentrację?

Nie. Miałem inne swoje powody, o których teraz nie ma sensu mówić. Puszczam to jednak wszystko w zapomnienie bo osiągnęliśmy nadrzędny sportowy cel, jakim było mistrzostwo kraju.

Tegoroczny finał był wyjątkowy pod kilkoma względami, grały w nim przede wszystkim emocje?...

Był to wyjątkowy finał także dlatego, że po raz pierwszy od 2007 roku dla wyłonienia mistrza Polski potrzeba było rozegrać pięć spotkań. To była bardzo dobra promocja siatkówki, kibice mieli mnóstwo wrażeń. Cieszymy się, że udało nam się wygrać to wszystko i obronić dla Rzeszowa tytuł mistrza Polski, bo z reguły jest tak, że łatwiej jest zdobyć mistrzostwo niż go potem obronić.

Co zadecydowało, o tym, że to Resovia nie Zaksa jest mistrzem Polski?

Charakter, walka o każdą piłkę, odporność psychiczna, determinacja, wielka wola zwycięstwa nas wszystkich, nasza drużyna. W dwóch setach finału finałów brakowało nam walki o każdą piłkę sportowej złości, którą później na szczęście udało się wyzwolić. Dostaliśmy wręcz sportowego szału. Przede wszystkim powiedzieliśmy sobie: to nie jest zwykły mecz ligowy, to jest decydujący mecz o mistrzostwo Polski. Najważniejsze, że w trudnym momencie, po laniu w drugim secie, nie spuściliśmy głów.

Z czego wynikały wahania formy obu drużyn i jednostronne mecze w finale?

Myślę, że po części ze zmęczenia materiału. Oba zespoły mają bardzo wielu reprezentantów, a sezon poolimpijski ma to do siebie, że wszyscy wypruwają sobie żyły. Ale to widać nie tylko w Polsce, proszę zobaczyć inne ligi.

Było trochę zamieszania z systemem chellenge, ale wychodzi na to, że się sprawdził?

Nie nazwałbym tego zamieszaniem, tylko raczej niedopracowaniem. By określić, czy piłka dotknęła bloku, trzeba było sprawdzać dotknięcie górnej taśmy. Fajnie, że kamery wyłapały wszystkie błędy sędziów, choć wiadomo, jakie w tych momentach są emocje. Najważniejsze, że potrafiliśmy w tym wszystkich zachować zimne głowy.

Przykładałeś rękę do złotego medalu w newralgicznych momentach tego sezonu. W ćwierćfinałowym meczu ze Skrą Bełchatów miałeś wejście smoka. Pojawiłeś się na boisku w tie-breaku, kiedy zespół przegrywał i zdobyłeś 9 punktów przechylając szalę na rzeszowską stronę. Rozegrałeś świetne mecze w finale z Kędzierzynem, Odczuwasz satysfakcję?

Jak najbardziej, ale cały zespół czuje tę satysfakcję cały zespół na ten sukces zapracował. Fajnie, że możemy świętować wspólnie ten medal. Co do mojej gry to sezon zaczynałem w "szóstce" i grałem dotąd, dopóki nie miałem kontuzji. Później wróciłem, ale zespół wygrywał, nie było sensu nic zmieniać. Z pokorą czekałem na szansę i wywiązywałem się z roli zmiennika najlepiej jak potrafiłem. Przyszedł czas, żeby pokazać - jak to się mówi - jaja i tak było.

Resovia to jest już taki zespół - jak to powiedziałeś - z jajami?

Myślę, że tak. Było to widać już w rywalizacji ze Skrą, gdy podnosiliśmy się w najtrudniejszych momentach. Nigdy nie zwieszaliśmy głów, staraliśmy się wykorzystać każdą szansę na obrócenie losów seta.

Kiedy przyjeżdżałeś grać z Resovią w barwach innych zespołów, w hali na Podpromiu witały cię gwizdy. Przez kilka ostatnich miesięcy podbiłeś serca rzeszowskich kibiców, jesteś ich idolem, gwiazdą. Nie żal ci będzie opuszczać ich i to rozkochane w siatkówce miasto?

Pewnie, że będzie mi żal, dlatego tym bardziej chciałem podziękować wszystkim kibicom, których bardzo szanuję i cenię za wsparcie, niesamowite przeżycia, których tu doświadczałem, kapitalną atmosferę. Niestety, życie tak się układa, że nie zawsze jest tak, jakbyśmy tego chcieli.

Na pewno, na 100 procent podjąłeś już decyzję, że to jest wyjazd?

To nie była moja decyzja, dlatego nie można mówić, że to ja ją podjąłem.

Nie było rozmów?

Myślę, że na ten temat zostało już wszystko powiedziane, proszę się konsultować z klubem, nie ze mną. Do tej pory nikt nie podjął ze mną rozmów, choć większość kolegów już przedłużyła umowy. Dlatego nie mogłem czekać, razem z menedżerem wybraliśmy dwie zagraniczne oferty, z których jedną wybiorę.

Wyjeżdżasz z Rzeszowa rozczarowany?

Nie - jestem najemnikiem, taka jest moja praca. Miałem określone zadania, wykonałem je w stu procentach i jestem bardzo szczęśliwy. Jeśli klub podejmuje inną taktykę transferową to jego święte prawo.

Resovia to był twój jedenasty klub. Tak bardzo lubisz zmiany?

Cóż, widocznie taka moja rola. Nie mam z tym problemu, podobnie jak z adaptacją w nowych miejscach. Miałem, nie tylko w Rzeszowie, wzloty i upadki, ale, jak już mówiliśmy, mężczyznę poznaje się po tym jak kończy, a nie jak zaczyna.

Co pozostanie w twojej pamięci po tym krótkim pobycie w Rzeszowie?

Przede wszystkim niesamowici mieszkańcy miasta.

Plany na najbliższy okres? Urlop?

Tak, teraz 14 dni wolnego. Nie będę zdradzał dokąd, ale zabieram swoją jeszcze dziewczynę na kilka dni i myślę, że miło spędzimy czas. Poza tym każdy z nas potrzebuje czasu, by odpocząć, zresetować głowę, wyleczyć drobne mikrourazy. Te dwa tygodnie będą dla nas jak powietrze, zaliżemy wszystkie rany i wykorzystamy wolne do maksimum.

Czyżbyś planował jakieś zmiany w życiu osobistym?

Nie, żartuję. Specjalnie sprowokowałem to następne pytanie.

Przed tobą ciężkie zgrupowanie kadry w Spale, sezon Ligi Światowej i mistrzostw Europy, których będziecie gospodarzem...

Nie możemy spocząć na laurach, mamy nowe cele, musimy się dobrze przygotować do kolejnych sukcesów.

* Rozmowę przeprowadzono po zdobyciu Mistrzostwa Polski. Dziś już oficjalnie wiadomo, że Bartman opuści Resovię.

rozmawiali: Marek Bluj i Waldemar Mazgaj, Nowiny

redakcja

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

ekstramagazyn.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.