Anita Czupryn

„Wieczór płytowy”: zapraszamy do tego, co jest kanonem i wartością

„Wieczór płytowy”: zapraszamy do tego, co jest kanonem i wartością Fot. Grzegorz Śledź/PR2
Anita Czupryn

To nie był mój pomysł, aby wskrzesić „Wieczór płytowy”. To była idea moich młodszych kolegów. Kiedy o tym usłyszałem, początkowo byłem sceptycznie nastawiony. Uważałem, że nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki - mówi dziennikarz Tomasz Szachowski, jeden z prowadzących „Wieczór płytowy” w radiowej Dwójce

Kultowa audycja „Wieczór Płytowy” wraz z nowym rokiem wróciła na antenę Programu Drugiego Polskiego Radia. Nie czuje Pan, że wchodzi po raz drugi do tej samej rzeki?
Program wrócił do radia po ponad 20 latach przerwy. Na pani pytanie odpowiem: i tak, i nie. To nie był mój pomysł, aby wskrzesić „Wieczór płytowy”. To była idea moich młodszych kolegów. Kiedy o tym usłyszałem, początkowo byłem sceptycznie nastawiony. Uważałem, że nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki. Ale po pierwszym niedzielnym programie 1 stycznia, kiedy zalała nas potężna fala entuzjastycznych mejli, esemesów, postów na Facebooku, komentarzy i ta fala nadal napływa, spostrzegłem, że jest w tym potencjał, który warto wykorzystać, pójść za ciosem. Jest ogromna grupa melomanów, słuchaczy Polskiego Radia, a konkretnie Dwójki, która chce wrócić do tamtej konwencji; chcą znów „spotykać się” w takim gronie. I jest też, co wydaje się nawet ważniejsze, zupełnie nowa grupa słuchaczy, co ciekawe, spoza Drugiego Programu, którzy o tym pierwszym „Wieczorze płytowym” dowiedzieli się z reklamówek i anonsów, jakie ukazywały się na różnych antenach i w różnych mediach. Przyszli teraz do nas po raz pierwszy i są zachwyceni.

Na co to wskazuje?
To pokazuje, że „Wieczór płytowy”, który znów wystartował, nadal będzie się ukazywał. Parafrazując pani pierwsze pytanie, można by zapytać, do jakiej rzeki wchodzimy. Myślę, że jest to już trochę inna rzeka. Jest w niej jeszcze trochę tej wody, która płynęła ćwierć wieku temu, ale jest w niej też inna woda. Wskrzeszamy pewną ideę, ale będziemy się starali iść w nowoczesność, musimy brać pod uwagę innego już słuchacza. Wynika to ze specyfiki programu, od momentu, gdy stał się on częścią radia publicznego. A być może nie wszyscy słuchacze zdają sobie sprawę z tego, że po raz pierwszy termin „radio publiczne” pojawiło się w tym gmachu, w tej rozgłośni, dopiero po przełomie politycznym 1989 roku. Wcześniej był komitet do spraw radia i telewizji, wiadomo, przybudówka partii, tamtego systemu. W tej chwili jednocześnie kontynuujemy niejako dawny pomysł, ale w zupełnie innej rzeczywistości, kierując go do innego już pokolenia, który ma do muzyki dostęp nieograniczony. Wystarczy kliknąć, wystarczy zachcieć posłuchać jakiegokolwiek nagrania z jakiejkolwiek płyty - pozornie wszystko jest dostępne. Ktoś mógłby więc zapytać, po co ten program, skoro jest taki dostęp?

Właśnie o to pytam: jaki sens ma puszczanie na antenie radia całych płyt, kiedy dziś wszystko można znaleźć w internecie? Również tłumaczenia tekstów. A kiedyś w „Wieczorze płytowym” również tłumaczono teksty.

Pozostało jeszcze 82% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 8,90 zł miesięcznie.

    już od
    8,90
    /miesiąc
Anita Czupryn

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

ekstramagazyn.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.