Tomasz Karolak: Wracam do Łodzi, szukam tu wybawienia artystycznego

Czytaj dalej
Fot. Bartek Syta
Dariusz Pawłowski

Tomasz Karolak: Wracam do Łodzi, szukam tu wybawienia artystycznego

Dariusz Pawłowski

Aktor i reżyser Tomasz Karolak, założyciel i dyrektor artystyczny warszawskiego Teatru IMKA, zapragnął realizować z łódzkim Teatrem Nowym im. Kazimierza Dejmka projekt DuoPolis Kulturalne Warszawa-Łódź. Opowiada nam, co chce osiągnąć.

Dariusz Pawłowski: Rozpoczyna się 4. Festiwal Polska w IMCE w Warszawie, czyli w Pana prywatnym teatrze. Festiwal otworzy spektakl łódzkiego Teatru Nowego „Kobro” w reżyserii Iwony Siekierzyńskiej z Moniką Buchowiec w tytułowej roli. Niedawno zaś IMKA pokazała na scenie łódzkiego „Nowego” przedstawienie „Dzienniki” w reżyserii Mikołaja Grabowskiego. Tak się rodzi zapowiadane DuoPolis Kulturalne Warszawa-Łódź?

Tomasz Karolak: To początek. Plany są olbrzymie, pozwólmy im się realizować i proszę rozliczać nas dopiero z efektów.

Łódź powinna się bać?

Nie, dlaczego!? Raczej mocno liczyć na korzyści.

Zacznijmy od początku. Nawiązanie współpracy z łódzkim Teatrem Nowym imienia Kazimierza Dejmka to dla Pana powrót do artystycznych korzeni. Tu zdobywał Pan szlify aktorskie, pierwsze doświadczenia jako asystent, i to samego patrona łódzkiej sceny. Jakie temu towarzyszą emocje? Grupa aktorów, z którymi Pan trafił do „Nowego” miała szczególny start...

Rzeczywiście, nie zostaliśmy dobrze przyjęci. Gdy o projekcie DuoPolis zacząłem rozmawiać z dyrektorem naczelnym Teatru Nowego Krzysztofem Dudkiem, przy aprobacie dyrektora artystycznego Andrzeja Barta, wszystko do mnie wróciło. Na fali czystej euforii artystycznej i ewentualnej przyjemności współpracy - bo już jesteśmy w tym czasie, że nie musimy nikomu niczego udowadniać - nagle pojawiło się wspomnienie niezbyt miłego przyjęcia grupy aktorskiej, która trafiła w 1999 roku do „Nowego” razem z Mikołajem Grabowskim, który obejmował tu wówczas dyrekcję. Szczerze mówiąc, do dzisiaj nurtuje mnie - a obserwowałem to pracując już w Warszawie - dlaczego ten fantastyczny okres dyrekcji Mikołaja Grabowskiego z Tadeuszem Słobodziankiem, który był dramaturgiem teatru (a to oni przecież namówili do powrotu do „Nowego” Kazimierza Dejmka), nie jest hucznie wspominany, nawet w annałach tej sceny. Mimo że w ciągu tych trzech lat powstały tu wspaniałe przedstawienia, a teatr zaczął uczestniczyć w najważniejszych polskich festiwalach, „Prorokiem Ilją” szereg z nich wygrywając. Pracując tutaj cały czas mieliśmy poczucie obcości, sygnał: wy nie jesteście z Łodzi. Nigdy nie zapomnę dnia, gdy przyjechałem z radością na pierwszą próbę do „Nowego” i na stacji benzynowej w Łodzi zobaczyłem gazetę z tytułem „Magiczna liczba dwanaście”, pisano tam alarmująco: „dwunastu aktorów przychodzi z Krakowa do Łodzi”. Przestraszyłem się, bo myślałem, że teatr łączy wszystkich: dla mnie nie ma znaczenia gdzie i skąd jestem, dla mnie ma znaczenie w jakiej idei biorę udział. Pracowałem w swoim życiu w Krakowie, w Opolu, w Warszawie, w Gdańsku, w Szczecinie - zawsze ważna była dla mnie idea, sens. Tutaj musieliśmy walczyć z materią.

Pozostało jeszcze 67% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 8,90 zł miesięcznie.

    już od
    8,90
    /miesiąc
Dariusz Pawłowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

ekstramagazyn.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.