To nie będzie pstryk i Ola się obudzi. Ale jeśli jest szansa...

Czytaj dalej
Fot. Fot. Sylwia Dąbrowa
Martyna Chmielewska martyna.chmielewska@polskapress.pl

To nie będzie pstryk i Ola się obudzi. Ale jeśli jest szansa...

Martyna Chmielewska martyna.chmielewska@polskapress.pl

Aktorka Ewa Błaszczyk wierzy, że zabieg, jaki przeszła jej córka Ola w klinice w Olsztynie sprawi, że dziewczyna po 16 latach wybudzi się ze śpiączki. Czy metoda profesora Isao Mority z Japonii okaże się przełomem w medycynie?

Szpital Kliniczny w Olsztynie. Na salach leżą Ola, Agnieszka i Adrian. To właśnie oni przed dwoma tygodniami przeszli pionierską operację wszczepienia stymulatora, który ma pobudzić pień mózgu do pracy. To pierwszy zabieg przeprowadzony przez japońskich lekarzy w Polsce. Chociaż pacjenci ciągle są w śpiączce, to ich rodziny bardzo chcą, aby wrócili do świata żywych. Pozostaje im tylko nadzieja.

W piątek kilka dni po operacji córki w Szpitalu Klinicznym w Olsztynie Ewa Błaszczyk wyglądała na bardzo zmęczoną, ale i pogodną. Od tygodnia, kiedy poinformowano ją o operacji, cały czas czuwała przy córce - Oli Janczarskiej - a w wolnych chwilach była rozchwytywana przez media. Kiedy ekipa AIP przyjechała do szpitala w Olsztynie trzy dni po zabiegu, aktorka kończyła wywiad dla TVP1. Wcześniej były jeszcze inne telewizje.

Wreszcie miała czas usiąść na kanapie: - Nie chcę sobie wyobrażać Bóg wie czego. Ale jestem ciekawa co będzie. Czekanie na efekt miesiąc, a nawet pół roku jest niczym w porównaniu do minionych 16 lat - uśmiecha się.

Ola zakrztusiła się wodą podczas połykania tabletki, kiedy miała 6 lat. Brak oddechu przez długą chwilę i dziecko zapadło w śpiączkę. Ewa Błaszczyk poświęciła się opiece i leczeniu dziecka, ale nie tylko swojego. Założyła fundację Akogo, a w 2012 roku otworzyła przy Centrum Zdrowia Dziecka klinikę Budzik dla dzieci z chorobami neurologicznymi.

Pionierska w Polsce operacja Oli Janczarskiej oraz kilkorga innych pacjentów została przeprowadzona pod koniec maja w Szpitalu Uniwersyteckim w Olsztynie przez japońskiego profesora Isao Morita. Asystował mu neurochirurg Wojciech Maksymowicz z Uniwersytetu Warmii i Mazur. Zabieg trwał ok. 3 godzin.

- Przebiegł zgodnie z planem, beż żadnych komplikacji, a pacjenci czują się dobrze - opowiada profesor Maksymowicz, siedząc za biurkiem w swoim gabinecie. - Wszystko jest w porządku, wszystko jest podłączone. Efekty mogą być widoczne dopiero po miesiącu. Wtedy u pacjentów zostaną wykonane pierwsze badania kontrolne, zaś po kilku miesiącach będzie można ocenić czy dana metoda jest skuteczna czy nie - wyjaśnia.

Pionierski zabieg opracowany przez japońskiego specjalistę polegał na otwarciu kanału kręgowego i wprowadzeniu elektrody przy szyi, na oponę twardą rdzenia kręgowego. Do tej elektrody przepływa prąd ze stymulatora umieszczonego na tułowiu pacjentki. Jak wyjaśnia prof. Maksymowicz, ma to wpłynąć na zwiększenie przepływu mózgowego, w taki sposób, żeby było więcej odżywczej krwi, aby neurony, które przetrwały u tych chorych urazy, były lepiej odżywione. Stymulacja mózgu ma w efekcie doprowadzić do nawiązania kontaktu z pacjentami.

Prof. Morita przyjechał do Olsztyna, po tym jak poznał dorobek fundacji Ewy Błaszczyk, oraz zapoznał się z działaniem prof. Maksymowicza i jego zespołu w czasie jesiennej konferencji w Warszawie. To wtedy obiecał, że bezpłatnie przeprowadzi pierwsze cztery zabiegi. Zaznaczył, że po operacji pacjenci wymagają intensywnej rehabilitacji. Dodał, że w Japonii przeprowadzono 300 operacji. 70 procent zakończyło się sukcesem. Pacjenci po zabiegach byli w stanie samodzielnie jeść, pić, mówić i chodzić.

Ewa Błaszczyk wie, że na efekty zabiegu u Oli musi jeszcze poczekać. - To nie jest tak, że będzie pstryk i Ola się obudzi. Ale jeśli jest jakaś szansa, to trzeba kupić los - dodaje.

- Przed operacją miałam taki ścisk emocjonalny, stan dużego napięcia - opowiada aktorka. - Ale potem, jak już się zaczęła operacja, poszłam nakręcić materiał do dorosłego Budzika. Zajęłam się pracą a nie czekaniem na wynik. Miałam też ogromne zaufanie do lekarzy - dodaje.

Na pytanie, jak się czuje Ola po operacji, Ewa Błaszczyk odpowiada spokojnym głosem: - Jest już lepiej, ale trudno powiedzieć, co będzie dalej, bo każdy pacjent po zabiegu reaguje inaczej. Dlatego trzeba cierpliwie obserwować chorych, i udoskonalać ich neurorehabilitację - wyjaśnia.

Dwa tygodnie po wszczepieniu elektrody powiedziała w rozmowie z „Faktem”, że widzi u córki zmiany, na przykład mniejsze napięcie mięśni. To jest jeden z efektów rehabilitacji. Nadal jednak musi obserwować córkę.

Do pokoju Oli wejść nie możemy. Ale spotykamy ją krótko po zabiegu, jak pielęgniarki wiozą ją na wózku. Ola ubrana w kolorową piżamę, delikatnie porusza rękami. Z otwartymi ustami i oczami patrzy przed siebie. Na jej twarzy maluje się spokój. Wydaje się, że jest w pozytywnym nastroju.

Agnieszka, kolejna pacjentka prof. Wojciecha Maksymowicza i Isao Mority leży w sali nr 1- naprzeciwko Oli. Dziewczyna półtora roku temu została potrącona przez samochód na pasach. Przed wypadkiem była radosną osobą. Pracowała w jednym z Domów Mediowych na stanowisku media planera. Jak twierdzi jej siostra Monika, Agnieszka zawsze była „żywym srebrem”. Jeśli wyznaczyła sobie cel, robiła wszystko, żeby go osiągnąć. Przejechała m.in. trasę pomiędzy Berlinem, a Londynem w ciągu 3 tygodni. Chciała sprowadzać do Polski dziecięce ubranka z Azji. Rodzina usilnie wierzy, że po terapii prof. Mority i Maksymowicza może nie będzie tak jak dawniej, ale znów będą mogli z nią rozmawiać.

Wchodzę do sali, w której leży Agnieszka. Pierwsze spojrzenie i ciarki idą po plecach. Dziewczyna swymi zielono-piwnymi, dużymi oczami wpatruje się we mnie. Z ogromnym smutkiem, uporczywie patrzy mi głęboko w oczy. Jestem niemal pewna, że to spojrzenie osoby świadomej, która tylko w tej chwili nie może dać innego znaku swojej obecności. Czuję, że Agnieszka chce coś powiedzieć, ale wewnętrzna blokada nie pozwala na to. Może już niedługo ta blokada zniknie?

Lekarze mówią, że na efekty operacji według metody prof. Mority trzeba czekać wiele tygodni, a nawet miesięcy. Profesor Maksymowicz liczy na pozytywne skutki zabiegu u wszystkich pacjentów, ale przestrzega, by nie dać się ponieść emocjom. Bo rodzinom często wydaje się, że ich bliski pacjent wykonał ich polecenie, dał inne sygnały niż zwykle. - Bardzo chcą nawiązać bliski kontakt z chorym i często odnoszą wrażenie, że widzą więcej niż jest w rzeczywistości. Dlatego my - lekarze staramy się do tej sytuacji podchodzić ze spokojem, bez emocji, bo one mogą zaburzyć racjonalną ocenę - zaznacza prof. Maksymowicz.

Monika głaszcze swą siostrę Agnieszkę po włosach. Mówi, że nie może się doczekać, kiedy się obudzi. Zaczyna wspominać, jak razem bawiły się na podwórku z psami, jeździły do lasu, chodziły nad jezioro, a także imprezowały. Wreszcie ścisza głos i mówi z przekonaniem: - Agnieszka ma duże szanse na obudzenie się. Ale tak naprawdę wszczepienie stymulatora to dopiero początek drogi. Potrzebna jest intensywna rehabilitacja. A ona kosztuje. Bez niej jednak ta operacja mija się z celem - zaznacza i wtedy jej oczy robią się wilgotne od łez. Każdy kto chce pomóc, może wpłacać środki na: http://sedeka.pl/opp/holka-agnieszka

Po operacji dużą rolę w wybudzaniu pacjentów będą mieli ich krewni. Rodziny chorych zostały nauczone obsługi stymulatorów, które w czasie snu będzie można wyłączyć, żeby mózg odpoczął, żeby był bodźcowany tylko w czasie aktywnego życia.

Maksymowicz podkreśla, że pionierska operacja może być częścią przełomu w medycynie. Chociaż w Japonii ten przełom wydarzył się wiele lat temu, to operacje nie zostały powielone w innych krajach świata. - Uważam, że powinny być prowadzone na większą skalę - komentuje.

Milknie na chwilę i dodaje: - Proszę sobie wyobrazić dramat tych rodzin. A także olbrzymie wyrzeczenia, których muszą się podjąć. Nawet ja, lekarz, nie byłbym na to przygotowany.

Zdaniem naukowca operacje jakie przeprowadził z profesorem Moritą powinny być bardziej powszechne w Polsce. Szansą na pomoc dorosłym osobom w śpiączce byłoby to, na co czeka Olsztyn - rozporządzenie Ministerstwa Zdrowia, które pozwoli na uruchomienie kliniki „Budzik dla dorosłych”. Ośrodek, w którym szansę na odpowiednie badania, leczenie i rehabilitację, a dzięki temu odzyskanie świadomości mieliby dorośli pozostający w śpiączce, powstaje właśnie w Klinice Neurochirurgii Szpitala Uniwersyteckiego w Olsztynie. To sprawa pilna, bo największe szanse na wybudzenie mają osoby pierwszego roku po wypadku. - Jesteśmy bombardowani telefonami od rodzin dorosłych osób pozostających w śpiączce, które boją się, że ich bliski będący 7-8 miesięcy po wypadku nie zdążą zakwalifikować się do programu - opowiada prof. Maksymowicz.

Rodziny czworga pacjentów operowanych w Olsztynie czekają natomiast na efekty zabiegu u ich bliskich. Ewa Błaszczyk wierzy, ale też stara się zachować spokój. - Nie daję wyobraźni poszaleć - mówi.

Martyna Chmielewska martyna.chmielewska@polskapress.pl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

ekstramagazyn.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.