Jolanta Pierończyk

Raczek: Byłem oficerem rozrywkowym

Raczek: Byłem oficerem rozrywkowym Fot. Lucyna Nenow / Polska Press
Jolanta Pierończyk

Dziś krytyk filmowy Tomasz Raczek opowiada nam o swoim marzeniu z młodości: pływaniu na statku. O tym, dlaczego trzeba uparcie dążyć, by swoje marzenia realizować, w jaki sposób dzisiaj się „resetuje” i o swojej książce „Kinopassana”

Marzył pan o pływaniu na statku, a jednak wybrał się pan do szkoły teatralnej…
… ale nigdy nie przestałem myśleć o pływaniu i w tejże szkole teatralnej będąc, podjąłem konkretne kroki, żeby się znaleźć na statku: rozesłałem do wszystkich armatorów listy, w których pisałem, że w czasie przerwy wakacyjnej, za darmo, za wyżywienie jedynie, mogę „bawić” pasażerów na statku. Że mogę wyświetlać filmy, prowadzić bibliotekę, prowadzić pogadanki o krajach, które mijamy, organizować grę w bingo, redagować gazetkę pokładową… I że to wszystko zrobię zupełnie za darmo, byle móc pływać i mieć co jeść. Niestety, wszyscy odmówili. To były jeszcze takie czasy, że nawet odmowną odpowiedź się adresatowi wysyłało. Dostałem więc te odmowy na pięknych firmowych papierach, które zachowałem do dziś.

Było jakieś uzasadnienie w tych odmownych pismach?
Oczywiście. Podstawową przeszkodą był brak przygotowania do pracy na morzu. Ja, rzecz jasna, nie dawałem za wygraną. Pisałem, że mam kartę pływacką, patent żeglarski, kurs ratownika WOPR. A oni - że musi być szkoła o profilu morskim, choćby i zasadnicza rybacka.

Wtedy odpuścił pan?
Absolutnie. Powiem więcej: uważam, że jak się o czymś marzy, to trzeba o tym mówić wszystkim i wszędzie, na okrągło, bo nigdy nie wiadomo, czy ktoś nie będzie mógł lub nie będzie miał w swoim kręgu znajomych kogoś, kto takie marzenie może spełnić. Takie rzeczy się zdarzają. To jak „Deus ex machina” w antycznym dramacie, czyli ktoś, kto nagle pojawia się znikąd i rozwiązuje sprawę. Taką osobę prawie zawsze spotykamy ten jeden jedyny raz w życiu, właśnie po to, by spełniła nasze marzenie, a potem ona znika tak samo jak niespodziewanie się pojawiła. W moim przypadku był to sam dyrektor ds. zatrudnienia w Polskich Liniach Oceanicznych, którego spotkałem przypadkiem podczas obiadu na „Darze Pomorza” podczas festiwalu sopockiego. Kiedy byliśmy na tym statku, nagle obok przepłynął holownik i zabujało, no to ja swoje: że chciałem pływać i życie kulturalne na statku organizować, ale mnie nie chcieli. Wtedy pan, który dotąd zupełnie się nie odzywał, podszedł i spytał: „Pan poważnie z tym pływaniem? Bo nasz oficer rozrywkowy na „Stefanie Batorym” musi niebawem zejść na ląd i szukamy zastępstwa”.

Nie przeraziła pana perspektywa tak nagłego spełnienia marzenia i to takiego, które na długie miesiące wyrywa z życia?
Na nagłe spełnienie marzenia życia trzeba być zawsze gotowym. Nie można powiedzieć: nie teraz, bo taka okazja może się nie powtórzyć. Ja wtedy byłem kierownikiem literackim w Zespole Filmowym Oko. Do moich zadań należało czytanie i opiniowanie scenariuszy. Oczywiście, rodzina i znajomi odradzali mi rezygnację z tej pracy. Szef Zespołu nie chciał się zgodzić na urlop bezpłatny, a wypowiedzenia z pracy nie przyjął, musiałem o odwołanie ze stanowiska zwrócić się do ministra. Ale wiedziałem, że nie mogę się wycofać.

Pozostało jeszcze 58% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 8,90 zł miesięcznie.

    już od
    8,90
    /miesiąc
Jolanta Pierończyk

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

ekstramagazyn.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.