Procedura M17, czyli statystyka kontra fakty

Czytaj dalej
Marta Żbikowska

Procedura M17, czyli statystyka kontra fakty

Marta Żbikowska

Zakaz przerywania ciąży w Polsce to fikcja. Zaostrzenie przepisów może jedynie sprawić, że rozdźwięk między pobożnymi życzeniami decydentów a rzeczywistością będzie większy.

Jak chce pani przerwać tę ciążę, to proszę stąd uciekać, tutaj nikt pani nie pomoże - powiedziała Małgorzacie lekarka w dużym poznańskim szpitalu położniczym. Kobieta odebrała właśnie wynik amniopunkcji, który potwierdził to, co ona sama od dawna wiedziała. Pierwsze podejrzenie, że z jej ciążą nie wszystko jest w porządku pojawiło się już w 13. tygodniu, kiedy USG wykazało powiększoną prze-zierność karkową. Potem wyszły wady serca, nieprawidłowości w budowie układu pokarmowego. W 17. tygodniu ciąży Małgorzata wpatrywała się w wynik badania: 47, xy, +21, trisomia prosta, czyli zespół Downa. - Mam zdrową córkę z pierwszego małżeństwa, z moim drugim mężem długo staraliśmy się o dziecko. - Małgorzata wspomina wydarzenia sprzed paru lat. - Byłam taka szczęśliwa, gdy zaszłam w ciążę, ale naprawdę nie byłam gotowa na wychowywanie niepełnosprawnego dziecka. Mam wykształcenie medyczne i wiem, co to oznacza.

Lekarka prowadząca ciążę, którą Małgorzata spotkała w szpitalu, podała jej adres internetowy do kliniki w Holandii. - Proszę tam spróbować, wiem od innych pacjentek, że to profesjonalne miejsce - tłumaczyła lekarka. - Zresztą, w Holandii czy w Niemczech lekarze mają doświadczenie w przeprowadzaniu takich zabiegów, to kliniki na bardzo wysokim poziomie medycznym, nie słyszałam od nikogo o żadnych powikłaniach po powrocie. Małgorzata kartkę z adresem dała mężowi. Nie była w stanie sama załatwiać formalności, które okazały się niezwykle proste. Wystarczyły dwa e-meile. W jednym mąż Małgorzaty opisał sytuację, w drugim wysłał szczegółowe dane z ostatniego badania USG, o które prosił pracownik kliniki, następnie otrzymał informację ze wskazaną datą i godziną zabiegu. W 18. tygodniu ciąży małżonkowie jechali już do Holandii. W klinice zapłacili ponad 2,5 tysiąca złotych (obecnie koszt to około 4 tys. złotych - dop. red.). Zabieg wykonano w znieczuleniu. Po roku Małgorzata zaszła w kolejną ciążę. Urodziła zdrową dziewczynkę. - Nie żałuję tamtej decyzji, cieszę się szczęśliwą rodziną - mówi kobieta. - Coraz rzadziej myślę o tamtych wydarzeniach, ale wiem, że drugi raz podjęłabym taką samą decyzję. Szkoda, że pomocy nie znalazłam w swoim kraju.

Katoliczki też przerywają ciąże

Nie wiadomo, ile takich kobiet jak Małgorzata przerwało ciążę w Holandii, Wielkiej Brytanii, Austrii, Niemczech czy na Słowacji (czeskie kliniki nie chcą już przyjmować Polek). - Polskie statystyki w ogóle nie przystają do rzeczywistości - przyznaje Aleksandra Sołtysiak-Łuczak ze Stowarzyszenia Kobiet Konsola. - Według nieoficjalnych danych w naszym kraju dokonuje się nawet 200 tysięcy aborcji rocznie. Badanie CBOS-u wykazują, że do przerwania ciąży przyznaje się co czwarta Polka. Co ciekawe, w 2013 roku przeprowadzono badanie, z którego wynika, że 36 procent kobiet, które przerwały ciążę, deklarowało poglądy prawicowe, wśród nich są zadeklarowane katoliczki.

Z prawa do przerwania ciąży, które przysługuje w trzech przypadkach, korzysta w Polsce rocznie oficjalnie kilkaset kobiet (w rekordowym roku 2014 było ich 1800). W Wielkopolsce w 2014 roku rozliczono z Narodowym Funduszem Zdrowia 214 procedur zakwalifikowanych jako M17, czyli indukcja poronienia. Taka jest medyczna nazwa przerwania ciąży przed ukończeniem 22. tygodnia. - W 2015 roku takich przypadków rozliczyliśmy 179 - mówi Małgorzata Lipko, rzecznik Wielkopolskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ.

Ze statystyk funduszu wynika, że najwięcej legalnych zabiegów przerywania ciąży wykonuje się w województwie dolnośląskim, potem mazowieckim i wielkopolskim. W 2014 roku w województwie lubuskim wykonano dwa takie zabiegi, w lubelskim - 5, a w podkarpackim 7. Szpitale swoimi statystykami chwalić się nie chcą. - Nie udzielamy informacji o liczbie przeprowadzonych zabiegów tego typu - mówi Lesław Ciesiółka, rzecznik Ginekologiczno-Położniczego Szpitala Klinicznego Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu przy ul. Polnej. - Nie wypowiadamy się także na temat aborcji.

Gdzie są niepełnosprawne dzieci?

Obecnie w Polsce ciążę można przerwać legalnie w trzech przypadkach: gdy zagrożone jest życie i zdrowie kobiety, gdy jest duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego uszkodzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej życiu oraz gdy ciąża pochodzi z czynu zabronionego. - W ubiegłym roku wykonano w całej Polsce dwa zabiegi usunięcia ciąży z gwałtu - mówi Aleksandra Sołtysiak-Łuczak. - To ma się nijak do danych, które mówią, że w naszym kraju dochodzi rocznie do 20 tysięcy gwałtów.
O tym, że polskie statystyki są kuriozalne, mówi wielu specjalistów. W porównaniu do innych europejskich krajów wskaźnik aborcji na przykład w Niemczech jest stosunkowo niski, a jednak dochodzi tu do prawie 100 tysięcy zabiegów rocznie (w 80-milionowym społeczeństwie). Wiadomo, że przerywa się tu większość ciąż, z których mogłyby urodzić się dzieci niepełnosprawne. Choć w Polsce takich zabiegów dokonuje się niewiele, to liczba urodzeń dzieci z wadami nie jest u nas drastycznie wyższa niż w innych krajach. Co dzieje się z tymi dziećmi? Nikt nie chce odpowiedzieć.

Tabletka z internetu

Turystyka aborcyjna to niejedyne rozwiązanie dla Polek, które chcą przerwać ciążę. Możliwości jest więcej. Zależą one od zasobności portfela, etapu ciąży, a także indywidualnego podejścia kobiety. - Gdy leżałam w szpitalu po amniopunkcji, poznałam kobietę, która była w takiej samej sytuacji jak ja - wspomina Małgorzata. - Jej dziecko także miało zespół Downa. Ona uparła się, że przerwie ciążę w Polsce, legalnie. W końcu jej się to udało. Pojechała do Warszawy, ale ja nie byłam gotowa na takie nerwy, walkę z biurokracją, narażanie się na ostracyzm. Tutaj w Polsce, każdemu, od ordynatora po salową, wydaje się, że może oceniać takie kobiety jak my. W Holandii spotkałam się z normalnym traktowaniem. Rozmawiałam z psychologiem, otrzymałam wsparcie, a nie ocenę mojego wyboru.

Holandia to niejedyny kierunek, który wybierają zdesperowane kobiety. W internecie łatwo znaleźć słowackie kliniki, które w swojej ofercie mają zabiegi usuwania ciąży. Większość placówek zatrudnia konsultantki mówiące po polsku, wiele zapewnia transport wynajętym busem. Koszty zabiegu to około 400 euro. Kobiety, które zdecydowały się na aborcję natychmiast po tym, jak dowiedziały się o ciąży, mogą skorzystać z pigułek wczesnoporonnych. Ich zakup jest prosty, choć pojawiają się ostrzeżenia przed oszustami. „Aborcja farmakologiczna jest zabroniona (...). Nasza strona daje możliwość każdej kobiecie zdecydowania o własnym losie i dalszym życiu. Dostarczamy tabletki poronne, które umożliwiają aborcję farmakologiczną - najbezpieczniejszą metodę bez skutków ubocznych i niepotrzebnych, krępujących wizyt u ginekologa” - czytamy na stronie internetowej jednej z firm.

Ta sama firma informuje także, że wysyła zestawy do klientek z zastrzeżeniem, że tylko one mogą odebrać paczkę, tak by nie trafiła ona w ręce nikogo postronnego. To jednak niejedyne środki ostrożności, jakie podejmuje. Kontakt z nią możliwy jest tylko przez wiadomości e-mailowe. „Nie możemy pozwolić sobie na kontakt telefoniczny, gdyż w sytuacji kontroli po numerze telefonu niestety mogą Państwo mieć również problemy z prawem. Natomiast nasz mail jest zaszyfrowany i w pełni bezpieczny. Żadna osoba trzecia nie jest w stanie na niego wejść” - czytamy na stronie internetowej firmy.

Można od niej kupić dwie najbardziej znane tabletki wczesnoporonne. Cena zestawu wynosi 400 zł. Żeby go zamówić, trzeba wysłać maila pod odpowiedni adres, podając swoje imię, nazwisko oraz adres dostawy. W odpowiedzi otrzymujemy numer konta, na który trzeba wpłacić całą kwotę. Dopiero wtedy paczka zostaje wysłana kurierem do kupującego. Na popularnej stronie internetowej możemy znaleźć również wyjaśnienia, jak należy korzystać z tego zestawu oraz w jaki sposób działają poszczególne tabletki. Podobnych stron internetowych oraz ofert jest w sieci o wiele więcej. Na kolejnej odnajdujemy „aborcyjny” zestaw za 420 zł. Tamta firma również gwarantuje, że posiada w pełni bezpieczne tabletki stosowane przez lekarzy w wielu krajach Unii Europejskiej, w których aborcja jest legalna. W razie ewentualnych wątpliwości zachęca również do zadawania pytań poprzez formularz kontaktowy. Z kolei na forum firmy znajdujemy wypowiedzi kobiet, które już skorzystały z oferty. Wiele z nich zachwala działanie tabletek i poleca je innym paniom.

Zaostrzanie ustawy, której nikt nie przestrzega

O tym, jak w Polsce przestrzega się prawa aborcyjnego, można było się przekonać już wielokrotnie. Pierwsza głośna sprawa dotyczyła Alicji Tysiąc. Kobieta w 2000 roku zaszła w ciążę, mając już dwoje dzieci. Kolejny poród stanowił realne ryzyko utraty wzroku. Kobieta miała bowiem retinopatię i wadę wzroku minus 20 dioptrii. - Ja się bałam, bo miałam już dwójkę dzieci. A być niewidomą i wychowywać dzieci? Co innego, gdy jest się osobą niewidomą od początku, to człowiek uczy się z tym żyć. A w tym wypadku traci wzrok i co? - pytała Alicja Tysiąc, tłumacząc swoją decyzję. Kobieta chciała przerwać ciążę, powołując się na obowiązujące w Polsce przypisy. Żaden z lekarzy nie podjął się wykonania zabiegu. Według Alicji Tysiąc jeden z lekarzy zażądał 5 tysięcy złotych za aborcję. Na to kobiety nie było stać. Sprawa trafiła do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który nakazał Polsce wypłatę kobiecie 25 tysięcy euro zadośćuczynienia i pokrycie kosztów postępowania w wysokości 14 tysięcy euro. Trybunał przyznał zadośćuczynienie ze względu na naruszenie przez Polskę art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (prawo do poszanowania życia prywatnego).

W 2014 roku profesor Bogdan Chazan odmówił przeprowadzenia zabiegu terminacji ciąży w przypadku wad letalnych w szpitalu św. Rodziny przy ul. Madalińskiego w Warszawie. Prof. Chazan był dyrektorem placówki i w imieniu całego szpitala powołał się na klauzulę sumienia. Zwodzenie kobiety, która nosiła śmiertelnie chore dziecko, doprowadziło do tego, że na przerwanie ciąży było już za późno. To zresztą dość powszechny manewr stosowany w polskich szpitalach: piętrzenie przeszkód i formalności tak długo, aż można powiedzieć, że jest już za późno.

Nie jest tajemnicą, że także w Polsce można znaleźć lekarza, który podejmie się nielegalnego przerwania ciąży. To ciągle najciemniejsza strona aborcyjnego podziemia. Szacuje się, że 15 procent zabiegów przerwania ciąży Polki przeprowadzają za granicą. Pozostałe aborcje odbywają się w zaciszach rodzimych gabinetów lub w szpitalach. Paradoksalnie, w krajach, w których aborcja jest nielegalna, zabiegów przerywania ciąży wykonuje się najwięcej. O ile Niemcy czy Holandia mają niski współczynnik przeprowadzania aborcji (ze względu na wysoką jakość edukacji seksualnej i dostęp do antykoncepcji), to w Rumunii, w której w latach 1966-1990 obowiązywał bezwzględny zakaz przerywania ciąży, liczba wykonanych zabiegów była najwyższa w Europie, 37 razy wyższa niż w liberalnej Holandii.

Współpraca: Norbert Kowalski

Marta Żbikowska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

ekstramagazyn.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.