Nie ma jednego leku na raka: „Nie wszyscy noszą ten sam rozmiar buta”

Czytaj dalej
Fot. Anna Kurkiewicz
Gabriela Bogaczyk

Nie ma jednego leku na raka: „Nie wszyscy noszą ten sam rozmiar buta”

Gabriela Bogaczyk

Dokąd zmierza onkologia? Czy polskim lekarzom wiele brakuje do standardów światowych? Prof. Wojciech Polkowski, chirurg onkologiczny, opowiada o szansach na przeżycie u pacjentów z nowotworami.

Gabriela Bogaczyk: Co dzieje się obecnie w światowej onkologii?

Wojciech Polkowski: W światowej onkologii toczy się przede wszystkim walka o to, żeby leczyć nowotwory w sposób wielodyscyplinarny. Chodzi o to, by zespół różnych specjalistów sprawował wspólnie opiekę medyczną nad pacjentem onkologicznym. Muszę zaznaczyć, że jedyną realną zdobyczą tzw. pakietu onkologicznego w Polsce jest wymóg pracy zespołów wielodyscyplinarnych. Nie chodzi o to, by takie konsylium odbyło się fikcyjnie, a o to, by zespół pracował autentycznie. U nas w klinice SPSK1 od 2009 roku stosujemy już takie standardy. Co się za tym hasłem kryje? Kiedyś chory np. na raka żołądka wędrował według łańcuszka. Był odsyłany od gastrologa do radiologa, od radiologa do chirurga, od chirurga do onkologa. I za każdym razem musiał przedstawiać swój problem specjaliście. Żadnej pracy zespołowej tam nie było, a pacjent tracił czas na uzyskanie efektywnego leczenia. Trwało to pół roku, a czasem nawet rok. W tym czasie nowotwór potrafił się dobrze rozwinąć w naszym organizmie. W skład zespołu interdyscyplinarnego wchodzą co najmniej trzy podstawowe specjalności, tj. chirurg onkologiczny, onkolog kliniczny i radioterapeuta. Do tego zespołu najczęściej muszą dołączyć: radiolog, który ocenia zdjęcia RTG, tomografię, rezonans, oraz patomorfolog, bo pobrane wycinki od pacjenta pozwalają określić stopień zaawansowania nowotworu i przewidzieć jak on się będzie zachowywał. I tutaj dotykamy pewnego problemu, który bardzo narósł w ostatnim czasie. Stało się tak dlatego, bo był ignorowany przez wiele lat. Chodzi o brak patomorfologów. Grozi nam załamanie opieki onkologicznej. W jaki sposób decydenci wyobrażają sobie leczenie onkologiczne bez patomorfologa? Nie ma mowy. Liczba patomorfologów jest tak mała, że nie ma perspektyw by wzrosła. Trzeba zrobić z tego superpriorytet, bo prognozy dotyczące chorób onkologicznych na najbliższe lata są bardzo alarmujące.

Właśnie, powiedzmy o prognozach zachorowalności dla nas.

Szacuje się, że w latach 2016-2029 liczba nowych przypadków nowotworów złośliwych wzrośnie z 10 tys. do prawie 12 tys., co stanowi wzrost o ponad 15 proc. Wzrost zachorowań będzie szczególnie widoczny w przypadku raka płuc, piersi, gruczołu krokowego i jelita grubego. Przeprowadzone analizy wskazują, że łączne zapotrzebowanie na hospitalizacje w celu radykalnych zabiegów chirurgicznych wzrośnie z ok. 4,6 tys. w roku 2016 do poziomu ok. 5,1 tys. w 2029 r. czyli o 11 procent. Zatem pracy na oddziałach onkologicznych nie zabraknie, dlatego zapotrzebowanie na specjalistów jest ogromne i trzeba o nich zadbać już teraz. Musimy wypełnić te luki w kształceniu. Średnia wieku chirurgów czy radioterapeutów jest już wysoka, a specjalistów ciągle brakuje. Tym bardziej, że doświadczony i wykształcony chirurg zazwyczaj musi mieć już kilka siwych włosów na głowie.

Czego brakuje polskiej onkologii?

Przede wszystkim środków finansowych i sprawiedliwego ich dysponowania. Chodzi głównie o stopień refundacji przez Narodowy Fundusz Zdrowia. W całej Europie prawie wszyscy już nas wyprzedzają, gorsza pod tym względem jest chyba tylko Albania. Bez pieniędzy na opiekę onkologiczną nie jesteśmy w stanie leczyć, tak jak byśmy tego sobie życzyli. Dlaczego każdy szpital, który ma onkologię przynosi deficyt? Bo procedury są niewłaściwie wycenione, czyli NFZ udaje, że płaci. Warto zwrócić uwagę, że dwie najczęstsze przyczyny śmiertelności w każdym kraju, w tym w Polsce również, to są nowotwory i choroby układu krążenia. Warto podkreślić, że jest pewna dysproporcja między tymi dziedzinami i onkologia musi się domagać swojej puli pieniędzy.

Czy pacjenci z nowotworami powinni czekać na cudowny lek, który ich wyleczy?

Nowe leki pojawiają się cały czas na horyzoncie. Mówi się o tzw. wschodzących gwiazdach, a potem taki „cudowny” lek wchodzi do praktyki klinicznej i okazuje się, że ta gwiazda za jakiś czas spada. Nie ma jednego leku na raka i nie będzie jednej tabletki na nowotwory. Przynajmniej w najbliżej dającej się ogarnąć przyszłości. Jednak są podejmowane w dalszym ciągu próby. Największym postępem jest ostatnio leczenie czerniaka skóry z przerzutami do innych narządów. Wcześniej, ci chorzy umierali rzeczywiście w przeciągu roku. W tej chwili mamy do dyspozycji kilka leków refundowanych, które pozwalają podwoić lub nawet potroić czas życia chorego. Ktoś może pomyśleć, to w takim razie, po co mu podawać kolejne leki? Tak, ale to jest istotne kiedy umrze i jaka będzie jego jakość życia. Bywa, że to są ludzie relatywnie młodzi, mają dorastające dzieci i ważne jest wtedy, ile ten rodzic jeszcze pobędzie z nimi.

Coraz więcej uwagi poświęca się również genom w chorobach onkologicznych.

Na pewno biologia molekularna przychodzi nam z pomocą. Genetyka ma znaczenie dwojakie. Po pierwsze badania molekularne w onkologii służą temu, by projektować nowe lekarstwa czyli produkować syntetyczne leki, które atakują nowotwór w danym konkretnym miejscu mechanizmu komórkowego. Po drugie, badania molekularne służą do personalizacji leczenia, co powala lekarzom dobrać indywidualny profil leczenia dla konkretnego chorego. Dla Kowalskiego czy Nowaka będzie inne, bo inne mają geny. W co innego trzeba celować, by zniszczyć komórki nowotworowe. To samo odnosi się również do chirurgii onkologicznej. Odchodzimy od podejścia „jeden rozmiar dla wszystkich” (ang. one size fits all), czyli wiadomo, że nie wszyscy noszą ten sam numer buta. Dzisiaj musimy się dowiedzieć, jakiego zakresu operacji potrzebuje dany pacjent, bo Kowalski np. potrzebuje radykalnej operacji, a Nowak tak zwanego leczenia oszczędzającego.

Ile pan pracuje w zawodzie lekarza?

30 lat, a z chirurgią onkologiczną jestem związany przez połowę tego czasu.

Czego jeszcze nowego przez ten czas dowiedział się pan o nowotworach?

Bardzo dużo się zmieniło, bo czasy się zmieniają i leczenie również. Mogę podać przykłady. Trzynaście lat temu niecałe 20 proc. kobiet chorych na raka piersi miało stosowane leczenie oszczędzające. A dzisiaj jest ich już 60 procent. Spowodowane jest to tym, że dopiero w 2002 roku ukazały się dwie publikacje naukowe o równowartości leczenia oszczędzającego z mastektomią. Lekarze dowiadują się różnych nowych rzeczy w swojej praktyce, ale proces ich wejścia w życie jest długotrwały, bo trzeba czekać na wyniki długo trwających badań klinicznych i dowody naukowe.

Jakie nowatorskie badania czy terapie trwają teraz w SPSK1?

Już niedługo, bo z początkiem października ruszymy z badaniem u chorych na raka trzustki z przerzutami. Pacjentom będą podawane dwa leki jednocześnie. Co ważne, jeden z nich jest już zarejestrowany w Stanach Zjednoczonych i w Zachodniej Europie, a Polsce jest nierefundowany. Mamy więc dowody naukowe, że ten lek działa. Dzięki temu, chory dostanie u nas leczenie, którego w Polsce nikt nie jest w tej chwili mu w stanie zaoferować za darmo. Tym samym pacjenci z rakiem trzustki będą mieli szanse skorzystać z nowoczesnej terapii. Poprawi to możliwości terapeutyczne, bo nasz system zdrowia nie potrafi tego zapewnić. Takich chorych w Polsce jest bardzo dużo. Połowa chorych na raka trzustki ma przerzuty odległe, na przykład do wątroby. Ta terapia będzie niejednokrotnie dla nich ostatnią deską ratunku.

Prowadzimy obecnie również badania akademickie nad leczeniem chirurgicznym raka żołądka i jelita grubego u pacjentów z przerzutami odległymi. Udział w tych projektach znacznie podniesie jakość leczenia. Będziemy mogli wykrywać jak najmniejsze przerzuty, dostosować leczenie chirurgiczne do potrzeb konkretnego chorego i monitorować jakość leczenia chirurgicznego.

Który nowotwór jest w dalszym ciągu najtrudniejszy do wyleczenia?

To rak płuc i rak trzustki, które są tytoniozależne. Ale numer jeden to jest na pewno rak płuc. Chorych przybywa, ale tempo tego przyrostu zmalało szczególnie u mężczyzn, bo po prostu przestali palić. Najbardziej niepokojące jest palenie u młodzieży i kobiet. Jeszcze kilka lat temu najczęstszym zabójcą kobiet był rak piersi, teraz już nie. Spadł na drugie miejsce.

Co prawda, są spore osiągnięcia w leczeniu raka płuc, ale wciąż to za mało. Gdybym zadał sobie pytanie, na który nowotworów nie chciałbym zachorować, to będzie nim na pewno rak płuc. Jest bardzo krótkie okienko do leczenia chirurgicznego. Jedynie wczesne wykrycie tego nowotworu daje szansę na przeżycie. Najlepsze, co możemy więc zrobić w tej materii to profilaktyka. To naprawdę zależy od nas. Proszę się nie wstydzić i zwalczać palenie wśród bliskich. Mówić, że to nam przeszkadza. Tym bardziej, że w Polsce są tylko trzy badania przesiewowe darmowe: to mammografia, cytologia oraz kolonoskopia i na tym koniec. Na raka płuc też by się przydały badania przesiewowe, bo to najczęstszy rak u obu płci.

Odpowiednia dieta, unikanie alkoholu i aktywność fizyczna nie wystarczą?

U kobiet jeszcze dodatkowo dochodzi karmienie piersią i posiadanie dzieci, i to nie w wieku przedemerytalnym. Dzietność i karmienie piersią są udokumentowanymi czynnikami ochronnymi na raka piersi. Dlaczego nagle nowotwór piersi stał się chorobą XXI wieku? Bo kobiety mniej rodzą i rzadziej karmią piersią. Pamiętam, taki mocny cytat z jednego z badań. Policzono to, że jeżeli kobieta zaszłaby w pierwszą ciążę w osiemnastym roku życia i miała szesnaścioro dzieci, które wykarmiłaby naturalnie, to ryzyko zachorowania na raka piersi spadłoby do zera. I dlatego kiedyś zachorowalność na raka piersi była niższa.

Jak żyć z chorobą nowotworową?

Musimy być świadomi, że zarówno nas jak i najbliższych choroba nowotworowa może dotknąć. Powinno się nauczyć z tym żyć, spotykać z tym problem, chcieć się leczyć i nie poddawać się, bo obecnie bardzo wiele nowotworów da się wyleczyć. Nie wolno myśleć, że rak z przerzutami oznacza koniec. Warto walczyć. Dobrym przykładem jest tu leczenie raka jelita grubego z przerzutami do wątroby, w którym nasza Klinika Chirurgii Onkologicznej jest bardzo skuteczna, to nasz konik. W tej dziedzinie, wyniki leczenia u chorych mamy lepsze niż w innych regionach Polski bez przerzutów. 63 procent naszych chorych na raka jelita grubego z przerzutami metachronicznymi ma szanse przeżycia co najmniej pięciu lat. Nie zawsze rak oznacza wyrok. Nie wolno się poddawać, należy być cierpliwym i konsekwentnym. Ta walka może być co prawda długa, ale życie jest bezcenne i warto o nie walczyć.

Gabriela Bogaczyk

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

ekstramagazyn.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.