Adam Willma adam.willma@pomorska.pl

Największą krzywdę zrobiła kabaretowi telewizja

Polityka nie kojarzy nam się z żartami - mówią członkowie kabaretu Hrabi Fot. Fot. Adam Willma Polityka nie kojarzy nam się z żartami - mówią członkowie kabaretu Hrabi
Adam Willma adam.willma@pomorska.pl

Z Dariuszem Kamysem i Łukaszem Pietschem, połową kabaretu Hrabi, o tym, dlaczego nie lubią kabaretonów i występów w telewizji oraz dlaczego unikają polityki w skeczach

Chciałbym rozmawiać z władzą. Kto jest dyrektorem kabaretu?

Dariusz Kamys: W kabarecie Hrabi rządzi smok dwugłowy: Aśka i ja.

Stara ekipa.

D.K.: Dźwigamy ciężar organizacyjno-artystyczny.

To jest język władzy.

D.K.: No więc my dźwigamy ciężar, ale pracują wszyscy. Za sprawy muzyczne odpowiedzialny jest Lopez, który robi to świetnie. Do Aśki należą głównie sprawy aktorskie i reżyserskie. Ja skupiam się na sprawach organizacyjnych, trudnych rozmowach, realizacjach telewizyjnych.

Emanacją czyjego poczucia humoru jest Hrabi?

Łukasz Pietsch: Chyba wszystkich po trochu, bo te poczucia w ogóle są dość zbieżne. Tylko w niewielkim marginesie odstajemy od siebie. Może dlatego, że Aśka i Kamol wywodzą się z kabaretu Potem, a my z Bajerem [Tomaszem Majerem - red.] byliśmy fanami tego kabaretu.

Aktorzy komediowi są często ponurakami w życiu prywatnym. Rozumiem, że kiedy się spotykacie prywatnie, atmosfera jest pogrzebowa?

D.K.: Niekoniecznie. Chyba jesteśmy w ogóle dość pogodnymi ludźmi, aczkolwiek etap tryskania humorem mamy już chyba za sobą. Ustabilizowało się. W latach młodzieńczych miałem taki czas, kiedy bardzo potrzebowałem skupiać na sobie uwagę. Dziś potrafię przesiedzieć sobie spotkanie towarzyskie z boku, nie absorbując niczyjej uwagi. Wszyscy weszliśmy w ten etap.

Nawet Aśka?

D.K.: Aśka to już zupełnie. To jest dr Jekyll i pani Hyde. Ona jest w towarzystwie bardzo wyciszona i spokojna. Taka myszka szara. Wybucha wchodząc na scenę.

Ł.P.: Postać sceniczna, którą kreuje Aśka, ma zaskakująco mało wspólnego z jej osobowością. Aśka na przykład nigdy nie opowiada dowcipów w towarzystwie. Nawet jeśli bywa wesoło, to jest w przypadku Aśki zupełnie inny rodzaj energii niż ten na scenie. I na pewno nie jest tak drapieżna w stosunku do mężczyzn jak na scenie. Ona ma natomiast niesłychaną zdolność obserwowania życia. Czasem zauważy jakąś sytuację na stacji benzynowej i później wychodzi z tego świetny skecz. Ja nie zwróciłbym nawet na to uwagi, ale na tym polega geniusz Aśki.

Jak wygląda codzienność aktora kabaretowego. Spróbujmy odtworzyć tę twórczą mękę. Aktor kabaretowy wstaje rano i...

Ł.P.: Już źle!

A przepraszam. Zapomniałem, że nie wstaje rano. No więc wstaje o 10.00. I nie ma weny.

Ł.P.: Trudno, wena nie ma wyjścia. Ale też nie wszystko, co się napisze, do czegokolwiek się nadaje. Muszę przyznać, że zdarzyło mi się, że w takim porannym śnie, który próbował jeszcze walczyć z odgłosami dzieci, usłyszałem muzykę. Zerwałem się, podbiegłem do klawiszy, włączyłem dyktafon, żeby nie uleciało i powstała piosenka, którą do dziś wykonujemy. Bywa że człowiek jest nagle zaatakowany weną i wówczas trzeba szybko reagować. Mam trochę takich piosenek, które napisałem z entuzjazmem, nagrałem, a później jak je odsłuchałem kolejny raz, pomyślałem - Eeee.

Hrabi to dziś pomnik zielonogórskiej eksplozji kabaretów. Wywalczyliście sobie miejsce w encyklopediach…

D.K.: Uuu… czuję zapach wilgotnej ziemi.

…więc z tym obciążeniem zapewne trudniej się dziś pracuje? Bo przecież nie wypada zejść poniżej pewnego poziomu.

D.K.: Zupełnie tego nie czuję. Mamy za sobą 30-letnie doświadczenie zawodowe, więc dużo mieliśmy okazję się nauczyć. Chwytamy się różnych sposobów, żeby tego obciążenia nie łapać. Cały czas kombinujemy, żeby łapać świeżość, eksperymentować z konwencjami. Najważniejsze, żebyśmy my sami się nie znudzili tymi swoimi dowcipami. Na razie jednak wychodzimy na scenę i cały czas bawimy się tym, co robimy. Mamy taką zasadę, że ustalamy sztywno datę premiery, licząc się z tym, że ten pierwszy występ nie wypadnie może idealnie, ale później go dopracowujemy, dopieszczamy. Dlatego nasze programy przypominają dojrzewający ser.

Aktor dramatyczny ma łatwiej. Może frustracje i dołki wpisać w rolę. Kabareciarzowi nie wolno.

Ł.P.: Wchodząc na scenę dokonuje się w człowieku jakiś reset. Graliśmy kiedyś w małej miejscowości Sława, trójka z nas była naprawdę bardzo chora. Przyjechaliśmy, weszliśmy na scenę i wszystko odeszło. Oczywiście po wejściu do garderoby choroba natychmiast wróciła, ale scena jest inną rzeczywistością. Na scenie udaje się zrobić rzeczy, których w normalnym życiu nie potrafilibyśmy zrobić. Na przykład salto.

Jaki jest żywot skeczy, które nie chwytają?

D.K.: Po czasie do niektórych wracamy. Aśka czasem przychodzi z pomysłami, których w ogóle nie czuję. Ale już się przyzwyczaiłem, że nie wolno w sprawie tych Asi pomysłów wyrokować, bo gdy ona te swoje pomysły rozwija, robią się z nich świetne skecze. Dużą rolę odgrywa nasze wzajemne zaufanie.

Kto jest testerem nowych programów?

D.K.: Jeśli nas nie bawi, nie pokazujemy, nie mielibyśmy serca tego grać. Kolejnym testerem jest już widownia. A tu czasem są zaskoczenia. Mieliśmy taki skecz, który nazwaliśmy „Goryl psychiczny”. Umieraliśmy na próbach ze śmiechu, bo im dłużej go graliśmy, tym bardziej docierał do nas absurd. Gdy zagraliśmy go na scenie, odpowiedzią była absolutna cisza. Stwierdziliśmy, że chyba nie będziemy go pokazywać, bo ludzie mają za mało czasu, żeby się z nim oswoić. Widzą go tu i teraz, nie mają czasu wejść w jego klimat.

Są skecze, które się starzeją?

D.K.: W naszych programach raczej nie, bo starzeją się zwykle skecze dotykającego konkretnego kontekstu, np. politycznego. My dotykamy w programach raczej układów międzyludzkich, relacji między kobietą a mężczyzną. To zjawiska, które się nie starzeją.

Znakiem firmowym Hrabi jest unikanie polityki. A dzisiaj kabaret polityczny przeżywa drugą młodość.

Ł.P.: Cieszę się z ich sukcesów, a jednocześnie dziękuję Bogu, że my się takimi rzeczami nie zajmujemy. I niech tak zostanie. Sytuacja polityczna ma to do siebie, że jest zmienna. Tworząc kabaret polityczny, chcąc nie chcąc stawiamy się po którejś stronie. To prosta droga do pozbycia się części widowni. Zresztą polityka jakoś mi się z żartami nie kojarzy. Owszem, bywa że lubię się pośmiać z dowcipów politycznych, ale sam nie chciałbym ich wymyślać.

D.K.: Prywatnie nie potrafię całkiem odciąć się od spraw politycznych, bo polityka dotyka przecież spraw mojego kraju i mojej rodziny. Ale z drugiej strony, polityka tak straszliwie nas podzieliła, że nie chciałbym, aby kabaret również brał w tym dzieleniu udział.

Przyglądacie się eksperymentowi Roberta Górskiego, który „Ucho prezesa” realizuje tylko w internecie?

D.K.: Góral to postać, którą bardzo lubimy i szanujemy. Nie wykluczam, że w przyszłości kabaret będzie przenosił się do internetu, więc to jest ciekawy eksperyment. Lubię nowe wyzwania.

Telewizja zmieniła rytm pracy kabaretów. Zapotrzebowanie jest ogromne, jak nadążyć z produkcją?

D.K.: Nasz rytm nie zmienił się od czasów kabaretu Potem - raz w roku piszemy nowy program. I mniej więcej raz w roku nagrywamy program, który „zgraliśmy” na koncertach w całej Polsce. Po emisji w tv taki program przestajemy grać. Przechodzi on do historii robiąc miejsce nowemu programowi. W telewizji występujemy zwykle z powodów sentymentalnych, gdy ktoś, kogo lubimy, nas zaprosi. Zwyczajowo w kabaretonach nie bierzemy jednak udziału. Jakoś nie czujemy takiej potrzeby, bo najważniejszy jest żywy widz.

Nie budzi waszego zażenowania, że na ekranach pojawiają się zespoły, które kiedyś miałyby wstęp co najwyżej na sceny studniówkowe?

D.K.: No fakt, różnie to bywa. Powiem szczerze, że nie jestem entuzjastą oglądania imprez kabaretowych. Rzeczywiście, mam wrażenie, że może pewne programy pokazywane są przedwcześnie, ale każdy ma swój pomysł na karierę.

Ł.P.: Rozmawialiśmy o tym w Hrabi jeszcze zanim pojawiło się to zmęczenie nadmiarem kabaretu w telewizji. Można powiedzieć, że przewidzieliśmy tę sytuację. Telewizja zrobiła kabaretowi dużą krzywdę, bo nie da się co tydzień napisać dobrego programu. No może Robert Górski jest wyjątkiem, bo praktycznie wszystko, co pisał, było dobre, a niektóre skecze wręcz wybitne. Natomiast reszta wskutek tej częstotliwości raczej traciła. Co ciekawe, sporo ludzi, którzy przychodzą na nasze występy, w ogóle nie ogląda telewizji.

Lepiej podróżować do klasyki? Kto jest dla was inspiracją?

D.K.: Z wielką przyjemnością oglądałem zawsze Zenka Laskowika i kabaret TEY. Później ukształtował mnie Władek Sikora z kabaretu Potem. Wiele rzeczy z Potem przenieśliśmy do Hrabi. Najważniejszą zasadą było to, że kabaret jest sztuką i obowiązuje w nim zarówno szacunek dla widza, jak i szacunek dla samych siebie.

Jeśli po kabarecie Hrabi miałby pozostać tylko jeden ślad, który skecz zapakowalibyście do przetrwalnika i podarowali cywilizacjom, które nadejdą po nas?

Ł.P.: Być może piosenkę „Andrzeju”, ewentualnie improwizowany skecz „Eleonora” lub „Bombilla” z programu „Ty powiesz tak”.

Adam Willma adam.willma@pomorska.pl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

ekstramagazyn.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.