Krzysztof Smura

Jeśli nie Thietmar, to kto?

Jeśli nie Thietmar, to kto?
Krzysztof Smura

Dobrze, że dobry Bóg dał nam biskupa Thietmara. Dobrze, że biskup nie był źle nastawiony do pogańskiego władcy. I po trzykroć dobrze, że dzięki niemu Mieszko I trafił na karty historii. Dosłownie.

Gdyby nie biskup, nie wiadomo, kiedy i od kogo dowiedzielibyśmy się o Mieszku I, Dobrawie i chrzcie mającym fundamentalne znacznie dla polskiej państwowości. Swoją słynną kronikę Thietmari Merseburgiensis episcopi chronicon pisał od 1012 roku, więc śmiało można powiedzieć, że był niemal naocznym świadkiem tego, co działo chwilę wcześniej.

Thietmar był biskupem Merseburga i w zasadzie nie miał powodów, by kochać Słowian. Jego przodkowie ginęli w starciach na wschód od Odry, a ojciec cudem ocalał, uchodząc z pola bitewnego pod Cedynią. Dzięki kronice niemieckiego biskupa dowiadujemy się nie tylko o fakcie chrztu, ale i o czasach mu współczesnych. Pomijając wątki europejskie, sporo miejsca poświęcił w swych dokumentach postaci Bolesława Chrobrego, do którego jednak nie żywił ani krzty sympatii. Stąd też zjadliwe wątki kroniki opisujące wojny polskiego księcia z Henrykiem II, ale też bardziej obiektywne wspomnienia słynnego Zjazdu Gnieźnieńskiego.

Sama kronika liczyła około 200 stron. Została niemal całkowicie zniszczona podczas słynnych nalotów dywanowych na Drezno w czasie ostatniej wojny. Ocalały tylko pojedyncze karty. Na szczęście na początku XX wieku Kronika Thietmara została opublikowana i to dzięki temu możemy dziś przytoczyć wątki dotyczące początków polskiej państwowości i chrztu na polskiej ziemi.

Z kroniki Thietmara, czyli o przebiegłości Dobrawy

„W czeskiej krainie pojął on [Mieszko] za żonę szlachetną siostrę Bolesława Starszego [faktycznie jego córkę], która okazała się w rzeczywistości taką, jak brzmiało jej imię. Nazywała się bowiem po słowiańsku Dobrawa, co w języku niemieckim wykłada się: dobra. Owa wyznawczyni Chrystusa, widząc swego małżonka pogrążonego w wielorakich błędach pogaństwa, zastanawiała się usilnie nad tym, w jaki sposób mogłaby go pozyskać dla swojej wiary. Starała się go zjednać na wszelkie sposoby, nie dla zaspokojenia trzech żądz tego zepsutego świata, lecz dla korzyści wynikających z owej chwalebnej i przez wszystkich wiernych pożądanej nagrody w życiu przyszłym.

Umyślnie postępowała ona przez jakiś czas zdrożnie, aby później móc długo działać dobrze. Kiedy mianowicie po zawarciu wspomnianego małżeństwa nadszedł okres wielkiego postu i Dobrawa starała się złożyć Bogu dobrowolną ofiarę przez wstrzymywanie się od jedzenia mięsa i umartwianie swego ciała, jej małżonek namawiał ją słodkimi obietnicami do złamania postanowienia. Ona zaś zgodziła się na to w tym celu, by z kolei móc tym łatwiej zyskać u niego posłuch w innych sprawach. Jedni twierdzą, iż jadła ona mięso w okresie jednego wielkiego postu, inni zaś, że w trzech takich okresach”.

O cudzie, jakim było pozbycie się jadu pogaństwa

„Dowiedziałeś się przed chwilą, czytelniku, o jej przewinie, zważ teraz, jaki owoc wydała jej zbożna intencja. Pracowała więc nad nawróceniem swego małżonka i wysłuchał jej miłościwy Stwórca. Jego nieskończona łaska sprawiła, iż ten, który Go tak srogo prześladował, pokajał się i pozbył na ustawiczne namowy swej ukochanej małżonki jadu przyrodzonego pogaństwa, chrztem świętym zmywając plamę grzechu pierworodnego. I natychmiast w ślad za głową i swoim umiłowanym władcą poszły ułomne dotąd członki spośród ludu i w szatę godową przyodziane, w poczet synów Chrystusowych zostały zaliczone.

Ich pierwszy biskup Jordan ciężką miał z nimi pracę, zanim, niezmordowany w wysiłkach nakłonił ich słowem i czynem do uprawiania winnicy Pańskiej. I cieszył się wspomniany mąż i szlachetna jego żona z ich legalnego już związku, a wraz z nimi radowali się wszyscy ich poddani, iż z Chrystusem zawarli małżeństwo. Potem urodziła zacna matka, syna, bardzo do niej niepodobnego, sprawcę zguby wielu matek, którego nazwała imieniem swego brata Bolesława i który trzeba to powiedzieć - jej przede wszystkim okazał swą złość do czasu ukrywaną, następnie zaś srożył się przeciw krewnym...”.

Thietmar zmarł po sześciu latach od momentu rozpoczęcia pisania swej kroniki. W 1018 roku. Nie był więc świadkiem kolejnych zwycięstw Chrobrego i nie dożył dnia, w którym jego wróg sięgnął po królewska koronę, a Polska okrzepła w swej sile. Mimo jego uprzedzenia do Chrobrego i niesprzyjaniu idei wspólnej Europy zapoczątkowanej na Zjeździe Gnieźnieńskim wkład jego w obecną znajomość epoki pierwszych Piastów jest nie do przecenienia.

Krzysztof Smura

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

ekstramagazyn.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.