Filip Springer: Trudniej być świnią w mniejszym mieście

Czytaj dalej
Roman Laudański

Filip Springer: Trudniej być świnią w mniejszym mieście

Roman Laudański

Wyruszył śladami byłych miast wojewódzkich. We Włocławku zobaczył „jądro Mordoru” i pływającą scenę po Wiśle. Z Filipem Springerem, autorem książki „Miasto Archipelag” poszukujemy idealnego miejsca do życia. Rozmawia Roman Laudański.

Roman Laudański: Książkę „13 pięter” rozpoczynają prasowe relacje na temat samobójstw ludzi, którzy stracili dach nad głową. To działo się przed wojną, ale czy dziś, kiedy np. „frankowicze” tracą pracę lub maleją im zarobki, nie czeka ich podobna perspektywa?

Filip Springer: W dwudziestoleciu międzywojennym skala niedoboru mieszkań i konsekwencje tego faktu były o wiele większe niż teraz. Od „frankowiczów” mających problemy za spłatą kredytu często słyszałem, że myśleli o samobójstwie, ale nie spotkałem się z sytuacją, że ktoś targnął się na życie z tego powodu. Być może były takie przypadki, ale nie natrafiłem na nie. Kredyty frankowe są bardzo dobrze spłacane, bankowcy chwalą sobie ten segment. Tylko niewielki odsetek stwarza problem. Natomiast gdyby zapytać „frankowiczów”, kiedy ostatnio byli na wakacjach, jak często jedzą mięso, kiedy ostatnio wybrali się do knajpy albo jak często kupują nowe buty - to ich odpowiedzi pewnie nie byłby ciekawe. Trochę się też boję, co stanie się, kiedy zacznie się recesja.

W ramach projektu „Miasto Archipelag” odwiedziłeś wszystkie byłe miasta wojewódzkie. Jaką Polskę zobaczyłeś z tej perspektywy?

Jeszcze przed książką „13 pięter” miałem poczucie, że fajnie pisze się książki o architekturze i architektach, ale w nich brakuje rzeczywistości, w której się obracam. Reportaż jest świetnym narzędziem do tego, żeby objaśniać rzeczywistość. W książce „13 pięter” wypowiada się niewielu ekspertów - mówią zwykli ludzie. Nigdy nie miałem problemu mieszkaniowego ani nie mieszkałem w mniejszym mieście. Natomiast uważam, że do zrozumienia tego, co dzieje się dziś w Polsce, trzeba słuchać ludzi. Nie potrafię odpowiedzieć, jaką Polskę zobaczyłem z perspektywy byłych miast wojewódzkich. Raczej taką, która jest wsłuchana w inne problemy i opowieści niż słyszymy w mediach. W taką, która nie wierzy w modernizację kraju, którą politycy sprzedają nam jako sukces. Taką, która tęskni za fabryką - a raczej tęskni za tym, co nie istnieje. Za fabryką, która nie tylko dawała pracę, ale i przychodnię, przedszkole, mieszkanie.

Pozostało jeszcze 82% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 8,90 zł miesięcznie.

    już od
    8,90
    /miesiąc
Roman Laudański

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

ekstramagazyn.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.