Dziecko powinno mieć domowe obowiązki. Nie rób wszystkiego za nie!

Czytaj dalej
Fot. Fot. katarzyna fertsch
Magdalena Baranowska-Szczepańska

Dziecko powinno mieć domowe obowiązki. Nie rób wszystkiego za nie!

Magdalena Baranowska-Szczepańska

Najlepiej radzą sobie w szkole ci uczniowie, którzy w domu mieli obowiązki. Są lepiej zorganizowani i szczęśliwi. Tak mówią psychologowie i pedagodzy. Tymczasem współcześni rodzice wychowują pokolenie leni!

oza obowiązkami związanymi z nauką często nie potrafią wymienić żadnych obowiązków domowych, rodzinnych. Mało tego, traktują je z niechęcią, czasem wręcz z pogardą, oczekując, że wszystko będzie za nich i dla nich zrobione. Współczesne dzieci nie wynoszą śmieci, nie trzepią dywanów, nie wycierają naczyń. Siedzą za to godzinami z nosem w smartfonie, tablecie czy komputerze. Co takiego dzieje się pomiędzy dziecięcym zapałem a nastoletnią niechęcią do pomagania w domu? Kto jest winny? Co my, rodzice, robimy źle, co i kiedy psujemy?

Od ciekawości do zniechęcenia

Wszystkie dzieci mają naturalną ciekawość poznawczą i chęć uczestniczenia w działaniach dorosłych. Rola dorosłych polega na stopniowym zaspokajaniu tej ciekawości i bezpiecznym regulowaniu dostępu do swoich działań. Inaczej mówiąc, już roczne dziecko chwyta za łyżeczkę i jest gotowe do samodzielnego jedzenia, chce samo chodzić, potem samo rozbierać się i ubierać. Trzylatek ma już całkiem spory repertuar tych samodzielności, umie już nie tylko porządkować swoje zabawki, ale też pomagać w pracach domowych, takich jak np. nakrywanie i sprzątaniu ze stołu, przynoszenie i odnoszenie bezpiecznych przedmiotów, wyjmowanie i wkładanie rzeczy do pojemników i szafek. Zakres możliwości i umiejętności jest całkiem spory, entuzjazm i chęci jeszcze większe. Przez następne kilka lat sprawność działania dzieci systematycznie rośnie, ale entuzjazm powoli słabnie. Dlaczego?

- Wkrada się pośpiech. Nie mamy czasu czekać, aż nasz malec sam zapnie guziki i powoli, z wielkim trudem zawiąże buciki. Ponaglamy go, a potem sami szybciutko robimy to za niego, nie dając mu tym samym ani szansy na nauczenie się, ani na radość z wykonanego zadania, ani na pochwałę - mówi Bogumiła Zboralska-Słupińska i dodaje, że niby doskonale wiemy, że sprawne radzenie sobie z codziennością, samoobsługą i obowiązkami to niezbędna życiowa umiejętność, ale łatwiej jest wykonać samemu różne zadanie niż przygotować je do wykonania przez dziecko, a potem jeszcze poprawiać.

Zapominamy, że to praktyka czyni mistrza. Poza tym towarzyszy nam obawa. Nie chcemy być tzw. toksycznymi rodzicami. Boimy się odmowy, fochów, łez, oskarżeń. Boimy się stawiania granic i wymagań.

- Wciąż pokutuje wśród rodziców źle interpretowana idea tzw. bezstresowego wychowania, rozumiana jako niestawianie wymagań - tłumaczy psycholog. - Rodzice muszą wyznaczać granice i stawiać wymagania.

Dzięki ich egzekwowaniu dzieci uczą się tego, co dobre, a co złe. Uczą się odpowiedzialności za to, co robią i jak się zachowują, a także relacji i zasad współżycia z innymi. Dyscyplina nie jest skierowana przeciwko dzieciom, ale przeciwko ich niewłaściwemu zachowaniu. Nauczenie dziecka różnych sposobów radzenia sobie z negatywnymi emocjami, niezadowoleniem, gniewem, złością, stresem daje szansę na ukształtowanie prawidłowego poczucia własnej wartości, pewności siebie. W życiu nie da się uniknąć wymagań, obowiązków, stresów, niepowodzeń.

Nic nie musisz robić, tylko odnoś sukcesy

Jeszcze o jednym problemie mówią specjaliści od wychowania. Współcześni rodzice błędnie zakładają (zwłaszcza ci, którzy sami mieli wiele obowiązków domowych), że zwolnienie dzieci z obowiązków domowych zwiększy ich szansę na sukces (np. szkolny) i szczęście („ciesz się, przecież nie musisz nic robić, tylko się uczyć”).

Mirosława Lańska wychowała wiele pokoleń dzieci. Jest emerytowaną dyrektorką poznańskiego przedszkola. Z niepokojem przygląda się temu, co dziś dzieje się z dziećmi.

- Coraz wyższa jakość życia powoduje, że odsuwamy dzieci od codziennych obowiązków, koncentrując swoją uwagę na rozwijaniu ich umiejętności, zainteresowań i posiadanych - naszym zdaniem - talentów - ocenia Mirosława Lańska. - Współczesne dzieci mają się uczyć, rozwijać w różnych aspektach - często zgodnie z ambicjami rodziców, a nie tracić czas na pomoc w domu, codzienne czynności porządkowe, czy wspieranie rodziców w prowadzeniu domu.

- To wielki błąd - dodaje Bogumiła Zboralska-Słupińska. - Nie wystarczy przecież wiedzieć, żeby umieć. Wiedza jest oczywiście bardzo ważna, ale sama znajomość praw, reguł i języków nie wystarczy. Z mojego wieloletniego doświadczenia pracy w szkole wiem, że najlepiej radzą sobie z obowiązkami szkolnymi ci uczniowie, którzy od zawsze mieli dużo obowiązków domowych i pozaszkolnych i to oni są lepiej zorganizowani, bardziej szczęśliwi - twierdzi B. Zboralska-Słupińska.

Każde przedszkole podejmuje próby nauki dzieci czynności samoobsługowych, porządkowych, w myśl wprowadzanego często „Kodeksu Przedszkolaka”, który ma za zadanie regulować prawa i obowiązki dzieci. Tak właśnie było w placówce, którą kierowała Mirosława Lańska.

- Od pierwszego dnia dzieci były zaznajamiane z „Kodeksem Przedszkolaka”. Zgodnie z nim maluch powinien porządkować miejsce po skończonej zabawie, dbać o ład i porządek w sali oraz na swojej indywidualnej półce w sali i szatni, pomagać w podawaniu posiłków, rozkładać sztućce, serwetki oraz sprzątać naczynia po zakończeniu posiłku - wylicza emerytowany pedagog.

Przedszkole uczy nie tylko wierszyków i piosenek, ale przede wszystkim odgrywa ogromną rolę w rozwoju społecznym dziecka, którego istotnym elementem jest wykonywanie prac na rzecz siebie i innych. - Rolą rodziców jest kontynuować te działania w domu, nie wyręczać dziecka w podstawowych czynnościach, stopniować trudność zadań na miarę wieku dziecka i możliwości. Koniecznym warunkiem sukcesu takich działań i zachętą do ich kontynuacji jest akceptacja i pochwała każdej wykonanej pracy, nawet jeśli efekt odbiega od założonego przez rodzica - dodaje M. Lańska.

Posprzątaj swój pokój, czyli konflikt w rodzinie

Jasiu ma trzy lata. Od kiedy zaczął raczkować, angażuje się w porządki domowe.

- Kiedy organizujemy w domu odkurzanie, mycie okien czy podłóg, Jaś towarzyszy nam przy każdej z tych czynności - mówi Paulina Ołdziejewska-Kamińska. - Czasami jest z tego więcej sprzątania dla rodziców, ale wprawia się w sprzątanie i wyrabia dobre nawyki - mówi mama chłopca i dodaje, że syn ma już wyznaczone stałe obowiązki. - Jaś przed obiadem rozkłada sztućce na stole, musi sprzątać po zabawie swoje zabawki, a także wyrzuca z tatą śmieci. Czasami nie jest łatwo wyegzekwować wykonanie tych prac, szczególnie gdy klocków rozrzuconych na podłodze jest więcej... niż cierpliwości Jasia - dodaje Paulina Ołdziejewska-Kamińska.

Z małymi dziećmi jest łatwiej, ale za to hasło „Posprzątaj pokój!”, jest jednym z najczęściej generujących konflikty rodzinne, w której jest nastolatek. Zbuntowany uczeń albo udaje, że nie słyszy próśb o porządek, albo je ignoruje. A kiedy już zabierze się za porządkowanie, ich rezultat znacznie odbiega od oczekiwań rodziców.

- Ty się wkurzasz, że za „posprzątaj” twoje dziecko uważa upchnięciu ubrań pod kołdrą oraz wszystkich innych rozrzuconych rzeczy pod łóżkiem. Jednak, jeśli nie wytłumaczyłaś nie raz, ale wiele razy ze szczegółami, co dla ciebie oznacza posprzątany pokój, to nie miej pretensji, że dziecko robi po swojemu - apeluje do wszystkich mam Anna Jankowska, pedagog, autorka poradników dla rodziców i blogerka.

Najlepiej, zdaniem ekspertki, jest porozmawiać z dzieckiem, co ono rozumie przez hasło „sprzątanie” i stworzenie jakiegoś kompromisu, opartego na konkretach. Na przykład posprzątanie w pokoju oznacza: ułożenie równo pościeli na łóżku, zebranie z podłogi do zielonego pudełka wszystkich innych rzeczy, położenie brudnych ubrań w jednym miejscu, starcie kurzu z biurka, podbieranie kredek i włożenie je do odpowiednich pojemników.

- Dom to nie koszary, rzucenie hasła nie jest równoznaczne z wykonaniem rozkazu. I to natychmiast. O wiele łatwiej namówić dziecko do sprzątania, kiedy ma ono szansę skończyć czynność, którą akurat wykonuje. Co ważne, słowo proszę, może w tym wypadku zdziałać cuda - dodaje Anna Jankowska i podpowiada autorski pomysł na zabawę motywacyjną pod hasłem „słoik guzików”. Można w nią grać z dzieckiem w każdym wieku. - To jest słoik, do którego wrzucacie pompon, guzik, zmiętą kulkę papieru, orzechy włoskie, szyszki, czy co tam macie pod ręką, w sporej ilości, za każdym razem, kiedy dziecko wywiąże się z ustalonego obowiązku. Po wypełnieniu słoika towarem, dziecko wybiera sobie nagrodę. Oczywiście wcześniej wspólnie te nagrody ustalacie - na przykład gazetka z jakimś gadżetem, dodatkowe wyjście do kina, dodatkowy czas przed komputerem. To może być bardzo motywujące dla dziecka.

Psychologowie mówią jednak, że znając wartość obowiązków domowych, nie można nimi dziecka zarzucić, dla jego dobra. Bardzo ważne jest także, żeby te obowiązki były postrzegane przez dziecko bardziej jako nawyk, naturalna sprawa, a nie kara, którą bezdyskusyjnie należy wykonać.

Magdalena Baranowska-Szczepańska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

ekstramagazyn.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.