Tomasz Biliński, Paweł Hochstim

De Giorgi otwiera drzwi reprezentacji, ale na głowę nikt mu nie wejdzie

De Giorgi otwiera drzwi reprezentacji, ale na głowę nikt mu nie wejdzie Fot. W 2014 r. na Narodowym był komplet 61,5 tys. kibiców. W 2017 r. ta liczba może wzrosnąć do 70 tys.
Tomasz Biliński, Paweł Hochstim

Kadra nie jest drogą na skróty, chcę graczy zaangażowanych - mówi Ferdinando De Giorgi. Pierwszy test nowego trenera reprezentacji to Liga Światowa, później mistrzostwa Europy z meczem otwarcia na PGE Narodowym

Witam wszystkich Jestem trenerem reprezentacji Polski. Bardzo dobrze... dla mnie - rozpoczął swoją oficjalną prezentację na stanowisku trenera polskiej kadry uśmiechnięty od ucha do ucha Ferdinando De Giorgi. - Dziękuję bardzo prezesowi federacji, dziękuję bardzo ZAKSIE... Koniec, pytania? - dodał włoski szkoleniowiec, który do końca sezonu będzie prowadził ekipę z Kędzierzyna-Koźle. Później w pełni odda się pracy z Biało-Czerwonymi. Cel? Medale - przyszłorocznych mistrzostw Europy, mistrzostw świata za dwa lata, po drodze Ligi Światowej (czerwiec), a w 2020 r. olimpijski w Tokio.

- Dlaczego De Giorgi? Przede wszystkim doskonale zna nasz siatkarski rynek. Także znajomość młodego pokolenia. Byłem zszokowany, że znał tak dużo młodych chłopaków z imienia i nazwiska. Do tego przedstawił szczególny plan, jakie rzeczy trzeba z nimi robić, by byli jeszcze lepsi. A przypominam, że nasza reprezentacja juniorów ostatnio zdobyła mistrzostwo Europy - wyjaśnił prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej Jacek Kasprzyk.

Na ostatniej prostej w drodze do stanowiska ze De Giorgim byli Radostin Stojczew i Mauro Berruto. Tylko ten pierwszy nie miał obiekcji, by jego sztab szkoleniowy składał się w większości z Polaków. To był jeden z warunków polskiej federacji. Tak, by przy kolejnej zmianie trenera nie powtórzyła się sytuacja z teraz, gdy do PZPS żaden z Polaków nie złożył aplikacji. Choć na razie De Giorgiego nikt zwalniać nie zamierza. Podpisał czteroletni kontrakt, jednak co jakiś czas wyniki i praca z kadrą będą weryfikowane.

- Zgadzam się, że sztab powinien być złożony z Polaków i taki będzie. Na razie żadnych nazwisk nie podam, najpierw muszę porozmawiać ze wszystkimi kandydatami - poinformował Włoch, którego słowa tłumaczył były siatkarz, asystent w kadrze Raula Lozano i selekcjoner reprezentacji kobiet Alojzy Świderek.

- Zostałem tylko o to poproszony przez PZPS. Nie będę pracował z kadrą „Fefe” - wyjaśnił Świderek, który z De Giorgim zna się jeszcze z lat wspólnej gry. - O ile się nie mylę to był chyba 1982 r. Choć bliżej poznaliśmy się w Polsce. Prowadzę konferencje licencyjne dla trenerów PlusLigi i Orlen Ligi i De Giorgi w nich uczestniczył. To człowiek bardzo otwarty, pogodny, ale też zdecydowany i wie, czego chce - dodał.

Najbliższe oczekiwania wobec „Fefe”, to mistrzostwa Europy, które w 2017 r. odbędą się w Polsce. Początkowo w czterech miastach - Krakowie, Gdańsku, Szczecinie i Katowicach. W czwartek oficjalnie do miast-gospodarzy dołączyła Warszawa i Stadion PGE Narodowy. To na nim zostanie rozegrany mecz otwarcia, podobnie jak to było na mistrzostwach świata w 2014 r. Rywalem ponownie będą Serbowie. Zanosi się na to, że padnie rekord frekwencji. Dwa lata temu na trybunach Narodowego zasiadło 61,5 tys. widzów. 24 sierpnia 2017 r. liczba może się zwiększyć do 70 tys. - Sprawdzaliśmy i jest to możliwe, żebyśmy dostawili dodatkowe trybuny - wyjaśnił prezes spółki PL.2012, operatora PGE Narodowego, Jakub Opara.

- Mistrzostwa Europy są najważniejszym punktem planu w 2017 r. Zagramy je na maksimum. Chciałbym, żebyśmy też więcej wygrali w Lidze Światowej. Jednak nie wykluczam, że w tej imprezie sprawdzę kilku nowych zawodników, także młodych. Obserwuję ich od jakiegoś czasu podczas rozgrywek PlusLigi - stwierdził De Giorgi, który dodał, że nie zamyka drogi przed żadnym siatkarzem.
- Najważniejsze będzie zaangażowanie. W drużynie narodowej nie ma dróg na skróty. Będą grać najlepsi. Wszystko po to, by móc rywalizować z zespołami z najwyższej półki - podkreślił 55-letni trener, który odniósł się też do kwestii gry w kadrze Wilfredo Leona. - Wszyscy wiemy, że to świetny zawodnik. Na razie nie może z nami grać. Jeśli tylko dostanie na to zgodę, drzwi reprezentacji będą dla niego otwarte - przyznał De Giorgi.

Do Kędzierzyna-Koźla trafił po cichu, gdy akurat był w dołku swojej trenerskiej kariery. Jego nazwisko oczywiście kibicom było znane, ale zapewne fakt, że nigdy nie prowadził żadnej reprezentacji sprawił, iż jego wcześniejsze sukcesy klubowe chyba nie były odpowiednio doceniane. Dziś, po półtora roku pracy w ZAKSIE, jest bardzo niewiele wątpliwości, że może sobie w roli selekcjonera Polaków nie poradzić. Także dlatego, że w zdecydowanej większości miejsc, gdzie pracował, odnosił duże sukcesy.

Prywatnie wiadomo o nim niewiele, bo też prywatnymi sprawami specjalnie się nie chwali - nie ma facebookowego fanpage’a, a na Twitterze pisze wyłącznie o siatkówce. Przez pierwszy rok w Kędzierzynie-Koźlu był sam, teraz mieszka już razem z nim żona, bo jego córka w tym roku rozpoczęła studia w Rzymie i wzorem swojego starszego brata wyprowadziła się z domu. Fakt, że od półtora roku mieszka w małym mieście na Opolszczyźnie mu nie przeszkadza. Może dlatego, że urodził się i wychował w malutkim Squinzano, położonym niemal na końcu obcasa włoskiego buta, które mieszkańców całej gminy ma cztery razy mniej, niż Kędzierzyn.

W rodzinnej miejscowości uchodzi za wielką postać, mimo swoich 178 centymetrów wzrostu, co, jak na siatkarza, jest wzrostem raczej mikrym. Co ciekawe, hala sportowa w Squinzano nosi jego imię, a duża tablica z jego wizerunkiem - jeszcze z czasów gry, w koszulce reprezentacji Włoch - i napisem „Centro Sportivo Fefe De Giorgi” wisi tuż nad głównym wejściem. Nic dziwnego, bo przecież De Giorgi, który na koncie ma ponad 300 meczów we włoskiej reprezentacji i dziesiątki różnych sukcesów z trzema tytułami mistrza świata włącznie, obok kilku włoskich duchownych i muzyków, jest jednym z najbardziej znanych mieszkańców Squinzano w historii miasteczka w Apulii. A we Włoszech chyba bardziej znane jest tylko wino Squinzano, występujące w czerwonej i różowej odmianie.

Nic więc dziwnego, że z alkoholi, jeżeli już, to sięga po wino, a wódki nie rusza. - Rosjanom się nie udało się mnie namówić, to i Polakom się nie uda - żartował rok temu w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego”. O ile Rosjanom nie udało się przekonać „Fefe” do polubienia wódki, o tyle jemu nie udało się też tam odnieść sukcesu. Rosyjski Fakieł Nowy Urengoj to właściwie jedyny klub, gdzie De Giorgi sobie nie poradził, bo w lidze rosyjskiej zajął szóste i dziewiąte miejsce, choć klub należał do najbogatszych w Rosji. Inna sprawa, że warunki do pracy miał tam koszmarne, bo położony na głębokiej Syberii Nowy Urengoj jest miastem, w którym, ze względu na klimat, żyje się potwornie ciężko. Z tego powodu siatkarze Fakieła na co dzień mieszkają w Moskwie, gdzie trenują, a do Nowego Urengoja tylko latają na mecze. Ale trudno, by było inaczej, skoro wczoraj słupki na termometrach w mieście pokazywały... -44 stopnie Celsjusza.

De Giorgi zawsze cenił Polaków - w dwóch włoskich klubach pracował z Sebastianem Świderskim, który później, już w roli szefa ZAKSY, ściągnął go do Polski. Jego podopiecznym w Maceracie miał być Arkadiusz Gołaś, ale wybitny polski siatkarz zginął tragicznie w wypadku samochodowym, gdy jechał na swój pierwszy trening pod okiem „Fefe”. Zanim nowy selekcjoner polskiej kadry trafił do ZAKSY, na swojej drodze spotkał też kolejnego Polaka, bo do Fakieła ściągnął z PGE Skry Bełchatów Michała Winiarskiego. - Zdecydowałem się podjąć to wyzwanie, bo wiem, jak doskonałym trenerem jest De Giorgi - mówił wtedy Winiarski. I choć ostatecznie efektów nie było - po roku Winiarski rozwiązał swoją umowę z Fakiełem, a De Giorgiemu nie zaproponowano nowego kontraktu - to obaj do dzisiaj mówią o sobie z wielkim szacunkiem. W ogóle w siatkarskim świecie trudno znaleźć kogoś, z kim De Giorgi mógłby mieć na pieńku. Jedną z pierwszych osób, która na Twitterze pogratulowała mu nowej posady był Aleksiej Spirydonow, który w dość osobliwy sposób manifestuje swoją sympatię do reprezentacji Polski.

Właściwie wszyscy siatkarze, którzy pracują bądź pracowali z De Giorgim mówią, że jest wymagający, ale sprawiedliwy, bardzo dba o odpowiednią atmosferę w zespole, choć nie pozwala graczom na wejście sobie na głowę i przede wszystkim nie ma ulubieńców, a każdy gracz ma u niego na początku równe szanse. Z pewnością kadra nie będzie podzielona na grupki jak pod koniec pracy Raula Lozano, nie będzie w niej takiego bałaganu, jak w ostatnich miesiącach „panowania” Stephane’a Antigi, a jednocześnie zawodnicy nie będą mieli tyle luzu, jak w czasach, gdy kadrę prowadził wręcz za kulturalny Daniel Castellani.

I choć szefowie PZPS nie będą mieli pewnie z nim łatwo, bo De Giorgiego nie jest łatwo przekonać do pomysłów, które mu nie pasują - dobrze zrozumiał to choćby Świderski, gdy przekonywał trenera, że ZAKSA musi wziąć udział w turnieju towarzyskim w Szczecinie - to jednak jest wielka szansa, że wreszcie nie będą mieli powodu, by po początkowych sukcesach przedwcześnie się żegnać. Bo De Giorgi na dziś wydaje się być najlepszym, co mogło spotkać polską reprezentację.

Tomasz Biliński, Paweł Hochstim

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Ekstra Magazynu.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Ekstra Magazynu
  • codzienne e-wydanie Ekstra Magazynu
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Tomasz Biliński, Paweł Hochstim

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

ekstramagazyn.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.