Adam Tubliewicz

Chwytają za kij bejsbolowy i wpadają w półgodzinną furię

Chwytają za kij bejsbolowy i wpadają w półgodzinną furię Fot. Paweł Łacheta
Adam Tubliewicz

W Łodzi powstał pierwszy w Polsce pokój furii. Można tam do woli rozbijać meble, sprzęt elektroniczny i lustra. Chętnych nie brakuje, choć psycholodzy podchodzą do tego sceptycznie.

Łódzki pokój furii znajduje się na osiedlu domków jednorodzinnych na Zdrowiu. O tym, co znajduje się w zaimprowizowanym garażu, informuje zawieszony na wejściu plakat. Drzwi otwiera nam Zdzisław Hoffman, właściciel firmy Exit Champions. - Pokój furii powstał jako wypełnienie pewnej luki na rynku. Czegoś takiego jeszcze w Łodzi nie było. Pomysł wziął się ze Stanów Zjednoczonych, gdzie tego typu inicjatywy funkcjonują z powodzeniem. Nasz pokój jest pierwszy w Polsce - dodaje.

W obitym płytą OSB garażu widzimy pozostałości po wizycie ostatniego gościa. Na podłodze leży zdemolowany sprzęt komputerowy i telewizor. Obok pękniętego lustra na ścianie wiszą narzędzia do wyboru: kij bejsbolowy, kij do golfa, pałka milicyjna i dwa młotki. Półgodzinna wizyta w tym miejscu kosztuje 150 zł.

Chwytają za kij bejsbolowy i wpadają w półgodzinną furię
Paweł Łacheta

***

Kto przyjeżdża na Zdrowie, aby chwycić za kij bejsbolowy i bezkarnie rozbijać meble? - Zdziwiłby się pan, ale to absolutnie zwyczajni ludzie - odpowiada Hoffman. - Tacy sami, którzy chodzą na fitness czy siłownię, ale chcą spróbować czegoś nowego. Nie brakuje także kobiet. Nie ma w nich żadnej frustracji, wszyscy wychodzą zmęczeni, ale uśmiechnięci. Rozbicie np. telewizora czy drewnianej półki nie jest wcale takie proste. To duży wysiłek fizyczny - dodaje.

Po każdej wizycie pan Zdzisław wymienia zniszczone wyposażenie pokoju. Używane meble, lustra, zastawę i sprzęt elektroniczny pozyskuje z ogłoszeń za darmo lub za symboliczne kwoty. Każdy może jednak przynieść własne akcesoria. - Czasem klienci życzą sobie, aby pokój przypominał biuro, przynoszą własne przedmioty: telefon, zdjęcia, obrazy - mówi właściciel.

Jednym z pierwszych gości pokoju furii był Krystian Wojewoda, właściciel salonu fryzjerskiego Wojewoda Studio w Łodzi.

- Żyjemy w takich czasach, że czasem człowiek potrzebuje odreagować problemy dnia codziennego. Pewnego dnia skumulowało się kilka takich sytuacji, dlatego uznałem, że spróbuję. Jestem dość aktywny fizycznie, ale okazało się, że rzeczywistość to nie film. Kijem bejsbolowym uderzałem w telewizor ok. 15 razy, a udało mi się go rozbić dopiero za pomocą młotka.

To dość wyczerpująca zabawa, po kilku minutach w pokoju nie mogłem złapać oddechu. Ale było to ciekawe doświadczenie i wkrótce zabieram do "furii" moich pracowników na imprezę integracyjną - dodaje.

Dr Wiesław Baryła, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS, przestrzega przed korzystaniem z pokojów furii. - Intensywna, ukierunkowana na łatwo osiągalny cel aktywność fizyczna powoduje euforię. Ten efekt jest dodatkowo wzmacniany ekscytacją związaną z robieniem czegoś, co w normalnych warunkach jest społecznie nieakceptowalne. Jednak jest też druga strona medalu. Tak silne doświadczenie sprawia, że niepostrzeżenie w naszym repertuarze zachowań może pojawić się opcja bardzo agresywnej reakcji w sytuacji dyskomfortu - mówi dr Wiesław Baryła. - Nawet niewielkie ryzyko wybuchu niekontrolowanej agresji w życiu codziennym jest groźne, bo gdy już do niej dojdzie, wiąże się ona z krzywdą innych ludzi lub poważnymi szkodami materialnymi. Furia w specjalnym pokoju może być bardzo przyjemnym doświadczeniem, jednak zanim sobie lub innym je zafundujemy, warto się chwilę zastanowić, gdyż istnieje dobrze udokumentowane wynikami badań naukowych ryzyko, że zmieni ono nas na gorsze - dodaje.

***

Pokoje furii "rage room", "anger room" od lat z powodzeniem funkcjonują w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Najbardziej popularny "The Rage Room" mieści się w Toronto. Półgodzinna "sesja" z kijem bejsbolowym w ręku kosztuje 30 dolarów.
W październiku amerykańskie media doniosły, że własny "pokój gniewu" zbudował na terenie swojej kalifornijskiej posiadłości popularny raper Kanye West. Jak sam przyznał, niszczenie starych krzeseł, aparatów fotograficznych, a także płyt Kenny’ego G, Maroon 5 i Nickelback uspokaja go bardziej niż joga. Moda z USA dotarła już do Europy. Pierwsze pokoje furii otwarto w Rosji i Serbii.

Czy pokoje furii mają szanse zdobyć podobną popularność jak pokoje zagadek? Od 2014 powstało w Łodzi już kilkadziesiąt miejsc typu "escape room". Zamiast niekontrolowanej przemocy, w rozgrywce liczy się intelekt i umiejętność pracy zespołowej.

Grupa uczestników, najczęściej od dwóch do pięciu osób, zostaje zamknięta w niewielkim pokoju na ok. 50 minut. Aby się z niego wydostać, muszą wspólnymi siłami rozwiązać szereg zagadek logicznych. Po zamknięciu drzwi pokoju gracze zdani są tylko na siebie. To, jak szybko znajdą rozwiązanie i klucz do wyjścia, zależy jedynie od umiejętności nieszablonowego myślenia i kojarzenia faktów. Żeby się wydostać, nie można używać siły. Obsługa lokalu na bieżąco obserwuje sytuację w środku za pomocą kamer, a w razie potrzeby może zareagować lub podpowiedzieć graczom. Jeśli czas minie, a uczestnicy nie znajdą rozwiązania, obsługa uwalnia grupę i podaje rozwiązanie zagadki.

Pochodząca z Japonii rozrywka zdobyła w Łodzi olbrzymią popularność. Poszczególni właściciele prowadzą nawet kilka pokoi tajemnic jednocześnie. Aby utrzymać zainteresowanie odwiedzających, co kilka miesięcy zmieniają ich wystrój i treść zagadek. Dwa pokoje zagadek prowadzi także właściciel łódzkiego pokoju furii. Są to: Gabinet Chirurgiczny Doktora Vaclava Van Paina oraz Pokój Babci Skąpisławy.

Adam Tubliewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

ekstramagazyn.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.