Chcę zjeść twoje dzieci! „Złote myśli” mistrzów sportu

Czytaj dalej
Jerzy Filipiuk

Chcę zjeść twoje dzieci! „Złote myśli” mistrzów sportu

Jerzy Filipiuk

- Idę po ciebie. Chcę dostać twoje serce, chcę zjeść twoje dzieci - straszył Mike Tyson przed walką z Lennoxem Lewisem. W 2002 r. w Memphis „Żelazny Mike” przegrał przez nokaut. To był początek końca jego wielkiej kariery. Do historii przeszły jego walki i... odzywki.

- Chcę zabijać ludzi, chcę wyrywać im żołądki i zjadać ich dzieci - straszył rywali Tyson. - Chciałem trafić go w nos tak, by wbił mu się w mózg. Kwiczał jak moja żona.

Historia sportu obfituje w wiele kontrowersyjnych wypowiedzi zawodników. Jedni epatują swą szczerością (do bólu), inni zadziwiają swym językiem (rynsztokowym), albo zaskakują formułowanymi myślami (bezsensownymi). Wszyscy - szokują, wywołują konsternację i - często - wielkie oburzenie opinii publicznej.

Niektórzy bokserzy, przyjmujący na głowę tysiące ciosów, zdają się nie mieć hamulców moralnych, które powstrzymywałyby ich przed rzucaniem epitetów na prawo i lewo.

Tyson to skrajny przypadek, o czym przekonuje choćby jeszcze jedna jego wypowiedź:

Pewnego ranka obudziłem się i zauważyłem, że mój ulubiony gołąb Juliusz nie żyje. Byłem załamany. Wyniosłem klatkę przed dom i wróciłem na chwilę do środka. Dozorca w tym czasie wrzucił klatkę do śmietnika. Ruszyłem za nim i uderzyłem go takim prawym, jak nikogo innego. Leżał potem na ziemi w konwulsjach jak niedorozwinięty.

Boks, geje i zwierzęta

Równie mocno opinię publiczną zaszokował jeden z najlepszych pięściarzy ostatnich lat Manny Pacquiao, który stwierdził, że geje są gorsi od zwierząt i zasugerował, iż powinno się ich skazywać na śmierć. Reakcją na jego słowa było oburzenie wielu kibiców, lewicowych i liberalnych środowisk oraz - mimo przeprosin Pacquiao - rozwiązanie z nim umowy, w trybie natychmiastowym, przez sponsorującą go firmę Nike.

Deklarujący się, podobnie jak Pacquiao, jako wierny katolik, niedoszły mistrz świata wagi ciężkiej Tomasz Adamek także negatywne zaskoczył wiele środowisk swym wyznaniem w kwestii orientacji seksualnej.

Geje, lesbijki czy osoby transseksualne to są jakieś wypaczenia i z tym należy walczyć. Czy gej, czy lesbijka, to jest zdrowe? Mam kontakt z wieloma księżmi-ezgzorcystami i jest to choroba w stu procentach. Egzorcysta jest dobrym rozwiązaniem dla geja

- stwierdził nasz bokser.

Kto z kim na kortach

W trosce o „normalne życie” znany ukraiński tenisista Siergiej Stachowski zabronił swej córce uprawiać tę dyscyplinę, ponieważ, jego zdaniem, „co druga tenisistka jest lesbijką”. Jego wypowiedź potępili szefowie największych organizacji tenisowych (WTA i ATP).

Gdy jedna z dziennikarek próbowała podważyć orientację seksualną słynnego szwedzkiego piłkarza Zlatana Ibrahimovicia, ten złożył jej nietuzinkową i dwuznaczną propozycję: - Przyjedź do mnie do domu. Zabierz ze sobą siostrę. Wtedy przekonasz się, kto jest gejem.

Aby zakończyć ten wątek, przypomnijmy tylko, że do homoseksualizmu przyznali się m.in. piłkarze Justin Fashanu, Robbie Rogers i Thomas Hitzlsperger, rugbysta Gareth Thomas i koszykarz John Amaechi. Wszyscy uczynili to po zakończeniu sportowej kariery.

Właśnie patrzysz na Boga

Wysokie mniemanie miało o sobie wielu ludzi sportu. Niektórzy porównywali się do... Boga.

Kto wygra? Tylko Bóg to wie. Możesz łatwo go o to zapytać, właśnie na niego patrzysz

- mówił Ibrahimović, dziś zawodnik Manchesteru United, przed barażami swej reprezentacji o awans do mundialu.

- Kiedy odejdę, Bóg będzie musiał zwolnić swoje ulubione krzesło - wypalił znany przed laty angielski trener piłkarski Brian Clough, ten sam, który bohatera meczu Anglia - Polska (1:1) na stadionie Wembley w 1973 roku Jana Tomaszewskiego nazwał „clownem”.

- Nie powiedziałbym, że byłem najlepszym menedżerem, ale byłem w czołowej jedynce - wyznał ten sam Clough. I nie omieszkał wytknąć braku pewnej, hmmm, części ciała legendarnemu szkockiemu trenerowi Manchesteru United Aleksowi Fergusonowi:

Mimo tych wszystkich koni, tytułów szlacheckich i mistrzostw, on nie ma dwóch rzeczy, które mam ja. A chodzi mi o jaja

- wypalił.

Ten, który trenuje po szopach

Gdyby Clough usłyszał, co w 2014 roku na konferencji prasowej powiedział polski tenisista Jerzy Janowicz, z pewnością nie zarzuciłby mu „braku jaj”. Janowicz po porażce w Pucharze Davisa z Chorwatem Martinem Ciliciem, która przesądziła o przegranej naszej reprezentacji, na stwierdzenie jednego z dziennikarzy, że być może sportowcom zbyt podnosi się poprzeczkę, wygłosił długa tyradę, zakończoną rzuceniem mikrofonu.

- A kiedy my nie podnosimy poprzeczki? W każdym sporcie to robimy. Jesteśmy generalnie absolutnie krajem, który nie ma jakiejkolwiek perspektywy w sporcie, biznesie, czy w życiu prywatnym dla nikogo. Studenci uczą się tylko po to, aby móc wyjechać. Trenujemy gdzieś po szopach, i to nie tylko w tenisie. Zbigniew Bródka musi ćwiczyć za granicą. Więc dlaczego macie wobec nas jakieś oczekiwania? Może sami wyjdźcie na kort, przepracujcie całe życie w ten sposób, a dopiero potem miejcie oczekiwania. To mnie już śmieszy. Każdy ma jakieś oczekiwania. Przeżyjcie generalnie to, co przeżywają sportowcy. Czytam wasze artykuły i śmiać mi się chce. Kim jesteście, że macie oczekiwania? Oczekiwania może mieć mój trener, mama, tata, a nie wy. Co takiego robicie? Tylko nas krytykujecie, a potem macie oczekiwania? - perorował młody sportowiec.

Środowisko dziennikarskie i kibice ze zdziwieniem przyjęli słowa Janowicza, który na pewno nie trenuje „gdzieś po szopach”, podobnie jak wielu innych czołowych polskich sportowców, zarabiających niewyobrażalne dla przeciętnego człowieka pieniądze.

Igrzyska to strata czasu?

Może dlatego w 2012 roku wielu z kibiców z niesmakiem zareagowało na słowa naszej najlepszej tenisistki Agnieszki Radwańskiej po jej porażce już w pierwszej rundzie na turnieju olimpijskim w Londynie z Niemką Julią Goerges. Szybko, bo w pierwszej i drugiej rundzie, odpadła także z rywalizacji w mikście i deblu (tutaj w duecie z siostrą Urszulą).

Szybko przyszło, szybko poszło. Liczyliśmy na więcej, ale się nie udało. Repasaży, niestety, nie ma, ale może jeszcze dopytamy. Raz się wygrywa, raz się przegrywa. Nie wyszło. Igrzyska w tenisie to specyficzny turniej, wcale nie najważniejszy. Wielkie Szlemy są wyżej

- stwierdziła Agnieszka.

Radwańska, chorąży polskiej reprezentacji na tych igrzyskach, kilkadziesiąt godzin po porażce w mikście, zamieściła na Facebooku swoje zdjęcie w peruce z podpisem „Jak Wam się podoba moja nowa fryzurka?”. Potem oświadczyła, że nigdy nie mówiła, iż igrzyska nie są dla nieważne i... pokazała „dożywotnią czerwoną kartkę” telewizji TVN za skandaliczny, według tenisistki, materiał o niej.

Cztery lata później, w Rio de Janeiro, Radwańska również szybko poodpadała z olimpijskich zawodów, ale nauczona chyba doświadczeniem, unikała kontrowersyjnych wypowiedzi.

O ile Radwańska próbowała złagodzić swą opinię w kwestii oceny znaczenia olimpijskiego turnieju w tenisie, o tyle austriacki tenisista Dominic Thiem zaszokował fanów tego sportu jednoznacznym stwierdzeniem:

Igrzyska olimpijskie zabierają cenny czas. Tysiąc razy bardziej niż na igrzyskach wolę grać w turniejach ATP i meczach Pucharu Davisa. Na igrzyskach liczą się tylko ci, którzy zdobywają medale. Reszta jest nieważna. Moim zdaniem, ta impreza burzy kalendarz i spycha na margines turnieje, które muszą się ścisnąć w jednym tygodniu.

Ot, szacunek godny bardziej boksera niż przedstawiciela dyscypliny uważanej do niedawna za kwintesencję elegancji i dobrych manier...

Jerzy Filipiuk

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

ekstramagazyn.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.